środa, 28 grudnia 2011

Anima Vilis - Krzysztof T. Dąbrowski

Wydawnictwo: Initium
Oprawa: miękka
Rok wydania: 2010
Ilość stron: 336
Ocena: 3.5/6

Niezbyt często zabieram się za zbiory opowiadań, a to dlatego, że zazwyczaj trzeba przekopać się przez kilka słabych i kilka średnich, żeby znaleźć ze dwa dobre. A to odbiera trochę przyjemności z czytania niestety. Z „Anima Vilis” wiązałam jednak większe nadzieje. Dawno nie czytałam czegoś, co podczas lektury wywołałoby dreszcz na plecach, dlatego stwierdziłam, że opowiadania grozy to coś, czego mi akurat potrzeba. Zachęcona opisem na okładce zaczęłam  czytać i, no cóż… żadnych dreszczy nie było.
Nie wiem, może to mnie trudno przestraszyć, ale naprawdę - mimo, że niektóre opowiadania naprawdę mnie zainteresowały – większych emocji we mnie nie wzbudziły. A że bardzo na to liczyłam, to jednak poczułam się trochę rozczarowana. Dobrze, że przynajmniej mamy tutaj sporą różnorodność, dzięki temu każdy może coś dla siebie znaleźć. Autor przedstawi nam różne straszydła, od pustynnego zombie, poprzez demonicznego Świętego Mikołaja, kosmitów, aż do wiedźmy i słowiańskich demonów. Jeśli o mnie chodzi, to najbardziej spodobały mi się te z motywem reinkarnacji i czarami.  I tu pragnę zaznaczyć, że właśnie dlatego chciałam zapoznać się z tym zbiorem opowiadań. Bardzo lubię wiedźmy, demony i czary doprawione czarnym humorem i cynizmem. Tylko właśnie ja tego obiecanego humoru jakoś nie widziałam, groza też gdzieś się rozmyła przy nadmiernym przeciąganiu niektórych wątków. A szkoda, bo pomysły na te historie autor miał naprawdę świetne, tylko przy wykonaniu skupił się chyba na niewłaściwych rzeczach. Przydługie wstępy i przeciąganie wątków, które właściwie niczego nie wnosiły do historii sprawiło, że momentami było trochę nudnawo.

Najciekawsze w książce są cztery opowiadania, które są ze sobą połączone fabularnie.  Tytułowe „Anima Vilis”, „Przeznaczenie znajdzie drogę”, „Biwak” i „Losu dopełnienie” naprawdę mi się podobały. I mimo, że nadal nie wiało mi grozą, to naprawdę dobrze się czytało. Świetnym pomysłem było wykorzystanie słowiańskich wierzeń i mitologii. No i lasu. Mroczny, ciemny las, który skrywa wiele tajemnic to jednak świetne tło dla horroru.
Ciągle jednak nie mogę pozbyć się wrażenia, że gdyby autor z tych czterech opowiadań stworzył powieść, dużo lepiej by się to prezentowało niż krótka forma.

Podsumowując. Nie mogę powiedzieć, że te opowiadania są złe, ale niestety nie mogę też powiedzieć, że są świetne. A to nam daje po prostu średni zbiór, gdzie jak zwykle są opowiadania dobre i są te słabsze. Jednak największą wadą w tym wszystkim jest brak tej grozy, której przecież czytelnik najbardziej oczekuje. Ale jak już wspomniałam, może to mnie tak ciężko przestraszyć. Może ktoś inny faktycznie miałby ciarki na plecach i bał się zasnąć. Cóż, sami musicie to ocenić. Jeśli ktoś ma ochotę na spotkanie z kosmitami, albo kradnącą ciała wiedźmą – zapraszam serdecznie.

Książkę mogłam przeczytać dzięki uprzejmości portalu Sztukater i wydawnictwa Initium.

sobota, 17 grudnia 2011

Kot Syjonu - Jerzy Wlazło

Wydawnictwo: Bullet Books
Oprawa: miękka
Rok wydania: 2011
Ilość stron: 304
Ocena: 4,5/6

Bialas jest byłym policjantem, którego kariera policyjna zakończyła się w dość tajemniczych okolicznościach. Obecnie prywatny detektyw z wiecznymi problemami finansowymi i pociągiem do kieliszka. Wydaje się, że jego finanse mogłoby podreperować zlecenie od hrabiny Chattearstone, jednak kiedy okazuje się, że miałby znaleźć dla niej kota, nie jest już taki pewny, czy powinien przyjmować zlecenie. W końcu to trochę poniżej jego kompetencji. Myśli o kocie próbuje zagłuszyć rozwiązując inne sprawy, m.in. zaginionego ogrodnika, pobitej tancerki i samotnego chłopca z sąsiedztwa. W międzyczasie pojawia się na horyzoncie jeszcze kilka zaginięć, więc Bialas ma dużo pracy. Tylko to wcale nie pomaga mu zapomnieć o kocie, bo po pierwsze - hrabina nie uznaje odmowy, po drugie - ciekawość detektywa jest silniejsza, a po trzecie – wszystkie sprawy w pewnym momencie zaczynają się ze sobą w dziwny sposób łączyć.

Muszę przyznać, że powieść spodobała mi się od pierwszych stron, a to za sprawą głównego bohatera. Jego umiłowanie do sarkazmu, ironii i czarnego humoru sprawiło, że już na początku szczerze go polubiłam i bardzo się ucieszyłam z pierwszoosobowej narracji. I chociaż powieść do lekkich i przyjemnych nie należy, to lektura sprawia prawdziwą przyjemność. Już od początku trzeba nastawić się na dość skomplikowaną historię i lepiej nie robić sobie długich przerw, bo wtedy grozi pogubienie się totalne. A to za sprawą mnogości wątków i bohaterów. Przeszłość miesza się z teraźniejszością, dzięki czemu krążymy między zmarłym ojcem i bratem Bialasa, hrabiną, świętym Graalem, templariuszami, zaginionym architektem i wieloma innymi postaciami. Jednak pomieszanie z poplątaniem jest tylko pozorne, ponieważ autor z tej skomplikowanej układanki stworzył naprawdę logiczną całość. A my możemy dzięki temu mieć przyjemność z wkładania kawałków tej układanki na swoje miejsce.

Od początku niczego nie możemy być pewni, nikt nie jest tym, kim się wydaje, co chwilę coś nas zaskakuje, jedyną stałą wydaje się sam Bialas. Tymczasem docieramy do końca, i… no cóż. Pozostaje nam tylko zaniemówić z wrażenia. Podziwiam autora za to, że udało mu się wymyślić coś tak zakręconego i wybrnąć z tego bezbłędnie. Polecam każdemu, kto ma ochotę na coś oryginalnego, z niepowtarzalnym klimatem i bardzo skomplikowaną zagadką do rozwiązania.  


Książkę otrzymałam do recenzji od wydawnictwa Bullet Books

czwartek, 15 grudnia 2011

Stowarzyszenie Sztukater - Akcja: Święta z Książką

„Pamiętacie Bajkę O Dziewczynce Z Zapałkami? Te Święta Dla Wielu Nie Muszą się tak Skończyć!”

Pomimo, iż Unia Europejska jest jednym z najbogatszych rejonów na świecie, to 17% Europejczyków ma tak ograniczone dochody, że nie może zaspokoić podstawowych potrzeb życiowych.
„„Wykluczenie społeczne”, podobnie jak „społeczeństwo obywatelskie”, jest obecnie najpopularniejszym i najczęściej używanym terminem w sferze działalności organizacji pozarządowych, socjologii, polityki społecznej. Wykluczenie jest odmieniane przez wszystkie przypadki, na walkę z nim wydawane są miliony złotych (w skali świata miliardy dolarów) tymczasem nic się nie zmienia, wręcz przeciwnie, osób wykluczonych jest coraz więcej i to nie tylko w Polsce, ale na całym globie.” * (Marcin Janasiak)

Podzielmy się tym co mamy, wiedzą zapisaną w książkach, mamy ich tak wiele… I z wielu już dawno wyrośliśmy… Podzielmy się wiedzą i szczęściem, które nam te twory przyniosły, nie bądźmy obojętni… Podarujmy w te święta książkę ukochanym, bliskim, podzielmy się Naszym szczęściem z obcymi, którzy go jeszcze nie zaznali…

W oparciu o decyzję Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracyjnym o numerze 289/2011, w przedświątecznych okolicznościach mikołajowych i gwiazdkowych, Stowarzyszenie Sztukater ogłasza ogólnopolską zbiórkę książek oraz darowizn, które zostaną przekazane domom dziecka, placówkom oświatowym, hospicjom oraz organizacjom zajmującym się walką z wykluczeniem społecznym . Dla nas nie ma rzeczy niemożliwych a w tym szczególnym okresie zdziałamy cuda…

Dzięki Waszej pomocy i przy Waszym wsparciu postanowiliśmy w te święta obdarować wiele placówek, których do tej pory nie stać było na stworzenie obszernych miejsc kulturalnych zwanych księgozbiorem podręcznym. Miejsc w których dawne historie literackich bohaterów ożywają na nowo, miejsc w których rzeczywistość roztacza nowe horyzonty, miejsc, w których w te święta na wielu twarzach chociaż na chwile zagości uśmiech… Nie bądźmy obojętni wobec naszych bliźnich, podzielmy się również z nimi chwilami naszych literackich uniesień, kulturą i historią zapisaną w skarbnicach wiedzy, zwanych książkami…

Pamiętajcie o życzeniach świątecznych, do każdej paczki prosimy o dołączenie kartki świątecznej z odręcznie wypisanymi życzeniami (bez danych osobowych adresata, z dedykacją), która w Wigilię Świąt Bożego Narodzenia zostanie przekazana osobom bezdomnym w schroniskach. Ten szczególny gest pozwoli im również poczuć magię świąt i chodź na chwilę stać się częścią Waszych rodzin… Wspomóżmy bliźnich słowem pisanym, życzmy Im spokojnych i wesołych świąt Bożego Narodzenia…

Co zbieramy?
*Książki ( wszelkiego typu, każdej ilości i tematyki… nie muszą być nowe!)
*Pieniądze (Dzięki dobrowolnym wpłatom ufundujemy wyposażenie wnętrza, w którym będzie znajdywał się księgozbiór, każda kwota się liczy!)
*wszelkiego typu artykuły biurowe (kredki, mazaki i co wam tylko przyjdzie do głowy!)
*oraz wszelkiego typu produkty (materiały), które wspomogą przeprowadzenie akcji

Ważne terminy:
Zbiórka darów trwa do 15 grudnia 2012!
Rozdysponowanie darów 16 grudnia 2012!
Oficjalne przekazanie darów 20 grudnia 2012!

Jak przekazać dary?
Wystarczy nadać paczkę z zawartością w środku na adres korespondencyjny poniżej.
Na stronie http://sztukater.pl/inne.html na bieżąco będziemy informować o darach oraz ich ofiarodawcach!
Adres Korespondencyjny:
Stowarzyszenie Sztukater
Z dopiskiem: „Święta z Książką”
skr. pocz. Nr 6
50-950 Wrocław 68

Jak przekazać wpłaty pieniężne?
Wystarczy przelew, każda kwota się liczy…
Akcja: „Święta z Książką”
konto bankowe: Bank Zachodni WBK S.A.
89 1090 2398 0000 0001 1739 8244
tytułem: „Święta z Książką”

adres korespondencyjny:
Stowarzyszenie Sztukater
skr. pocz. Nr 6
50-950 Wrocław 68
tel. 791566675
email: info@sztukater.pl
www.sztukater.pl


Instytucje, firmy oraz wszelkiego typu organizacje, chcące przyłączyć się do Naszej proszone są o kontakt:

swieta@sztukater.pl
Koordynator Projektu:
Tomasz Szmich
Tel. 791566675
Adres Korespondencyjny:
Stowarzyszenie Sztukater
Tomasz Szmich
skr. pocz. Nr 6
50-950 Wrocław 68

wtorek, 13 grudnia 2011

Zapowiedź: Anna Pliszka - Myślę, więc nie jestem

Myślę, więc nie jestem Anna Pliszka Warszawska Firma Wydawnicza 2011
Myślę, więc nie jestem to debiutancka książka 29-letniej Anny Pliszki. Autorka urodziła się i wychowała w małym miasteczku niedaleko Bydgoszczy. Przyjechawszy do Warszawy, zajęła się tematem suicydologii i to zagadnienie podejmuje w Myślę, więc nie jestem. Rozpoczęła edukację na kierunku medycznym, aby jeszcze bardziej zbliżyć się do człowieka i pojąć istotę życia. W przygotowaniu kolejna zaskakująca, przesycona realistycznym światem powieść Transformacja.
Myślę, więc nie jestem to swoista pętla czasowa. Główna bohaterka musi zmierzyć się oko w oko ze swoimi demonami, a także odkryć sens życia.
Myślę, więc nie jestem to realistyczna opowieść o osobie, która walczy z własnymi myślami, z samą sobą. To pewnego rodzaju kanibalizm ego. Co myśli osoba, która nie odnajduje sensu życia? Czego pragnie? Jak ją postrzegają inni? Czy w ogóle zauważają, że problem samobójstwa coraz bardziej się nasila?
Główną bohaterką książki jest młoda dziewczyna z małego miasteczka, która pewnego razu zawiera internetową znajomość. Od tego momentu rozpoczyna się jej spowiedź życia, a w międzyczasie… próby unicestwienia się. Dziewczyna porusza istotne zagadnienia, takie jak np. postrzeganie niedoszłych samobójców i zbyt mała ilość stowarzyszeń pomagających w uporaniu się z czarnymi myślami.
Zwrot akcji następuje w momencie, gdy dziewczyna postanawia spotkać się osobiście z wirtualnym „przyjacielem”. Czemu osoba zza monitora nie chce jej poznać? A co, jeśli tak naprawdę nie istnieje i bohaterka wszystkie te maile pisze… sama do siebie? Wpadamy w pewnego rodzaju malignę, aby na końcu dowiedzieć się, jaka jest prawda i gdzie w tym wszystkim była rzeczywistość.

niedziela, 11 grudnia 2011

Wyniki

Z małym poślizgiem, ale w końcu są wyniki. Miały być wczoraj, więc przepraszam za opóźnienie. Moja najukochańsza mała maszyna losująca się rozchorowała ;(, więc wyniki w innej formie niż było planowane.
Dodam jeszcze, że zasady miałam naprawdę mało skomplikowane, uważam, że zmuszanie kogoś do dodawania mnie do obserwowanych czy blogrolla jest bez sensu. Prosiłam tylko o maila, żeby nikt nie mógł się podszyć pod zwycięzcę. I nawet tego niektórzy nie doczytali :)


Żeby nie przedłużać:




Czyli zwycięzcą jest:



Katee

Gratuluję wygranej :) Skontaktuję się mailowo z Katee i mam nadzieję, że książka dojdzie do świąt. 

piątek, 9 grudnia 2011

Królestwo czarnego łabędzia - Lee Carroll

Tytuł oryginału: Black Swan Rising
Cykl/Seria: Królestwo czarnego łabędzia
Tom: 1
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Oprawa: miękka
Rok wydania: 2011
Ilość stron: 400
Ocena: 4.5/6

Garet James żyje w Nowym Jorku, gdzie wspólnie z ojcem prowadzi galerię sztuki oraz zajmuje się wyrobem biżuterii. Zwyczajne życie, zwyczajne problemy. Do czasu, aż przez przypadek trafia do sklepu z antykami prowadzonego przez miłego staruszka. Staruszek ten prosi ją, żeby otworzyła dla niego szkatułkę. Za drobną opłatą oczywiście. Ot, zwyczajna biznesowa propozycja, któż by odmówił? Szybko się jednak okaże, że zabranie szkatułki to był wielki błąd. Miasto zaczyna się zmieniać, dzieją się dziwne rzeczy, a Garet nic z tego nie rozumie. Będzie musiała uwierzyć i zmierzyć się ze światem, o którego istnieniu nie miała pojęcia. I nie będzie to łatwe zadanie.

Przyznam się bez bicia - tę książkę chciałam przeczytać tylko dlatego, że akcja dzieje się w Nowym Jorku, a moja miłość do tego miasta nie zna granic. Nie miałam jakichś specjalnych oczekiwań co do fabuły, więc bardzo się ucieszyłam, kiedy po rozpoczęciu lektury okazało się, że jest to naprawdę dobra historia. Zaczęłam czytać i już na początku dostałam tajemniczy sklep, staruszka i szkatułkę. Już to dawało nadzieję na dobre urban fantasy z magią w tle. Potem jest jeszcze lepiej, bo pojawiają się dybuki, wróżki, smok, a nawet sam John Dee. W tym momencie byłam już naprawdę oczarowana, przecież dostałam w jednej książce wszystko to, co najbardziej lubię w urban fantasy, więc z zapartym tchem śledziłam wydarzenia. Do czasu, aż na scenę wkroczył Will Hughes. Ta postać była dla mnie wielkim rozczarowaniem. To znaczy nie sama postać, bo tajemniczy mężczyzna, którego intencji nie znamy zawsze w powieści się przyda. Rozczarowało mnie tylko to, kim okazał się Will. Taka dobra historia, tak dobrze i w miarę oryginalnie przedstawiony świat nadnaturalny, a tu bach – pojawia się Will, poznajemy jego tajemnicę i to jest takie banalne, proste i oklepane, że aż boli. Cóż, jak widać nie może być idealnie. Mimo, że nadal z zainteresowaniem śledziłam losy bohaterów, to jednak ten fakt cały czas mnie niemiłosiernie drażnił i odbierał trochę przyjemności, którą czerpałam z lektury. Jeśli już jestem przy rzeczach drażniących, to Garet też czasami mnie irytowała. Dorosła kobieta, a czasami zachowywała się tak głupio i naiwnie...

Pomysł na fabułę może niezbyt oryginalny, bo w końcu ile już czytaliście historii o kimś, kto całe życie przeżył w błogiej nieświadomości, aż nagle nadszedł TEN dzień, nasz Ktoś musiał przyjąć do wiadomości, że nie jest zwykłym człowiekiem i uratować świat? No właśnie… A jednak sztuką jest stworzenie z czegoś, co już nie raz widzieliśmy nowej historii, która mimo lekkiej wtórności wciągnie nas w świat przedstawiony  i nie wypuści do ostatniej strony. I z „Królestwem czarnego łabędzia” tak właśnie jest. Ciekawa i wciągająca historia, ciekawi bohaterowie, ciekawy świat – to wszystko zapewni nam godziny rozrywki z dala od szarej rzeczywistości, a przecież o to właśnie chodzi.
Podsumowując. Mimo, że nie jest idealnie - czasami akcja jest przewidywalna do bólu, no i ten Will… - polecam moi drodzy! Zapewniam, że mimo wad, każdy miłośnik urban fantasy miło spędzi czas i będzie zadowolony.

Ksążkę otrzymałam od wydawnictwa Prószyński i S-ka

poniedziałek, 5 grudnia 2011

Ludzka miłość - Andreï Makine

Do księgarń trafiła właśnie najnowsza książka Andreïa Makine’a, jednego z najpoczytniejszych francuskich pisarzy, którego powieści przetłumaczono dotąd na ponad 30 języków.

Bohater książki Andreïa Makine’a, Eliasz Almeida, przechodzi przez życie, będąc świadkiem bestialstwa na granicy ludzkiej wytrzymałości. Poznaje hipokryzję i okrucieństwo rewolucji. Towarzyszenie Almeidzie w jego wędrówce przez ogarnięte rewolucyjną gorączką kraje XX wieku pokazuje, że tylko dzięki miłości można pozostać człowiekiem i zachować godność wbrew barbarzyństwu otaczającego świata…
Na przykładzie aktualnych stosunków między Afryką a krajami europejskimi autor w drastyczny sposób ukazuje mechanizmy rządzące działalnością międzynarodowych organizacji pozarządowych – korupcję oraz egoistyczną walkę o wpływy.
„Ludzka miłość” jest powieścią wstrząsającą – w naturalistyczny sposób pokazuje okrucieństwo, przynosząc jednak pełne nadziei przekonanie, że podążanie za humanistycznymi ideałami jest możliwe.
Angolczyk, Eliasz Almeida, jako mały chłopiec jest świadkiem śmierci matki torturowanej przez Portugalczyków za udział męża w walce o niepodległość u boku Lumumby. Po jej śmierci Eliasz przedziera się do ojca, by walczyć o wolność ludu. Po walkach w afrykańskiej dżungli, gdzie spotyka Ernesta Che Guevarę, Almeida jedzie na Kubę, gdzie styka się z rewolucją kubańską i jej wodzem, Fidelem Castro, a następnie udaje się do Moskwy, by wykształcić się na zawodowego rewolucjonistę. W Moskwie poznaje Annę, którą będzie kochał do końca życia miłością bez granic. Nie zmieni tego ani oddalenie, ani małżeństwo Anny, ani okrucieństwa, jakich Eliasz będzie świadkiem podczas walk w Afryce, do której powróci po latach, by poświęcić życie afrykańskiej rewolucji. Zanim to jednak nastąpi, odkrywa z Anną Syberię i poznaje dzięki naocznym świadkom drugą stronę rewolucji – syberyjskie gułagi.
Książkę można dostać w dobrych księgarniach na terenie całej Polski oraz w promocyjnej cenie w księgarni internetowej wydawnictwa Akcent http://ksiegarnia.wydawnictwoakcent.pl/.

 O autorze:                                                                                               
Andreï Makine urodził się w 1957 r. na Syberii. W 1985 roku uzyskał doktorat z literatury na Uniwersytecie Łomonosowa w Moskwie. W 1987 roku podczas podróży do Francji uzyskał azyl polityczny i osiadł w tym kraju na stałe, poświęciwszy się wyłącznie pisarstwu. Andreï Makine pisze po francusku. W 1990 roku ukazała się jego pierwsza książka Córka bohatera Związku Radzieckiego (La fille d'un héros de l'Union soviétique). Makine jest laureatem prestiżowych francuskich nagród literackich: Goncourtów, Medicis, RTL, Laterna Magica (za najlepszą powieść, którą można przełożyć na język kina). Poza granicami Francji został uhonorowany nagrodą Eevy Joenpelto w Finlandii w 1995 roku za Francuski testament oraz nagrodą Księcia Monako za całokształt twórczości. W Polsce ukazały się dotąd następujące powieści Makine’a: Francuski testament, Zbrodnia Olgi Arbeliny, Rzeka miłości, Requiem dla Wschodu i Muzyka życia.

środa, 30 listopada 2011

Perła. Dzień, w którym upadł Kanaan - Rafał Kosowski

Wydawnictwo: Oficyna Wydawnicza Vocatio
Oprawa: miękka
Rok wydania: 2010
Ilość stron: 360
Ocena: 4/6

Rafał Kosowski w swojej powieści przenosi nas w przeszłość, widzimy świat 1500 lat przed naszą erą, gdzie Egipt rozszerza coraz dalej swe wpływy. Jednak książęta podbitego Kanaanu ciągle marzą o wyzwoleniu się i coraz częściej myślą o wprowadzeniu swoich planów w życie. W tym świecie żyje Aberes, piękna dziewczyna ze zwykłej rodziny, która zawsze marzyła o tym, żeby wyjść za księcia. Udało jej się spełnić to marzenie, niestety po latach okazuje się, że życie królowej nie zawsze jest piękne jak z obrazka. Nawet miłość może okazać się zbyt słaba, jeśli przyjdzie jej się skonfrontować ze sługami pradawnych bogów. Bardzo okrutnych bogów.

Przyznam szczerze, że ciężko mi było wejść w klimat tej powieści. Na początku lektura szła mi dość opornie i miałam pewne obawy, czy w ogóle przypadnie mi do gustu. Na szczęście kiedy zorientowałam się w świecie powieści,  dalsza lektura była już tylko czystą przyjemnością.
Mimo tematyki, nie jest to książka, gdzie jesteśmy zasypywani wojnami i innymi tego typu atrakcjami. Akcja skupia się na Aberes i toczy dość leniwie. Od momentu, kiedy w nocy słyszy tajemniczy Głos i przypadkiem poznaje szczegóły intrygi uknutej przeciw mężowi, jej życie bardzo się komplikuje. Mąż nie do końca wierzy w to, czego się dowiedziała. Na domiar złego małżonkowie coraz bardziej się od siebie oddalają. Ciąża Aberes wydaje się wybawieniem od wszystkich kłopotów, tymczasem okazuje się, że to tylko początek tragicznych wydarzeń.
Niech Wam się jednak nie wydaje, że jest to tylko i wyłącznie historia o zakochanej kobiecie, która musi zmierzyć się z przeciwnościami losu. „Perła” to przede wszystkim opowieść o walce dobra ze złem. A walka ta rozgrywa się nie tylko w naszym realnym świecie, ale też w tym drugim – duchowym. I sama nie wiem, który jest bardziej przerażający. Świat bogów, takich Moloch, czy świat ludzi, którzy oddają mu cześć i składają ofiary.
Tutaj plus dla Kosowskiego, za bardzo realne opisy. Autor nie bawi się tu w krążenie wokół tematu. Składanie ofiar, czy morderstwa są opisane z całą brutalnością. Ale to jeszcze lepiej oddaje nam ducha tamtych czasów.

Jedyne - moim zdaniem – minusy, to czasami zbyt współczesny język, były momenty, kiedy stwierdzałam, że nie wiem jak by się uparł, to nie ma możliwości, żeby 1500 lat przed naszą erą ktoś użył takich słów. I jeszcze wątki poboczne, często oddzielone od głównego tylko jedną, malutką gwiazdką. Złe rozwiązanie, często przez to się gubiłam. Bo byłam w pałacu, a nagle bez żadnego ostrzeżenia jestem na pustyni i diabli wiedzą co się dzieje ;)

Zdecydowanie polecam, nie tylko miłośnikom historii. Ja spodziewałam się, że wynudzę się niemiłosiernie, bo ani nie lubię historii, ani takiej tematyki. Tymczasem dostałam naprawdę dobrą powieść, napisaną przystępnym językiem, która mimo początkowych trudności po jakimś czasie bardzo mnie wciągnęła. Każdy znajdzie tutaj coś dla siebie: sensacja, przygoda, spiski, intrygi, opowieść o czasach dawno minionych, przemijające i rodzące się religie, a pomiędzy tym opowieść o miłości, która jednak nie zawsze jest w stanie przetrwać wszystko. Z przyjemnością sięgnę po kolejną część.

Książkę otrzymałam do recenzji od wydawnictwa Vocatio

Przypominam o moim konkursie, w którym do wygrania "W pół drogi do grobu".

Zapraszam też na bloga i fanpage, które prowadzę wspólnie z moimi znajomymi z pracy :) Jeśli chcecie dowiedzieć się, co polecają księgarze - zapraszam serdecznie :)

piątek, 25 listopada 2011

W pół drogi do grobu - Jeaniene Frost + konkurs

Tytuł oryginału: Halfway to the Grave
Cykl/Seria: Nocna Łowczyni
Tom: 1
Wydawnictwo: MAG
Oprawa: miękka
Rok wydania: 2011
Ilość stron: 440
Ocena: 5/6

Catherine Crawfield jest półwampirzycą. Swój stan zawdzięcza temu, że jej matka została zgwałcona przez wampira. Cat, odkąd zna prawdę, mści się zabijając wszystkie wampiry, które wejdą jej w drogę. Do czasu, aż spotyka Bonesa. Zostaje zmuszona do treningów i współpracy z nim. Na początku jest wściekła na całą sytuację, ale po jakimś czasie zaczyna zastanawiać się, czy aby na pewno wszystkie wampiry są tak złe, jak zawsze wpajała jej matka.
Tak zaczyna się pierwsza część serii o Mrocznej Łowczyni. Bardzo dobrej serii, muszę dodać.

Całą historię poznajemy z perspektywy Cat, co jest dobrym rozwiązaniem, bo mamy okazję cały czas siedzieć jej w głowie i obserwować zmiany, jakie w niej zachodzą. Od wielkiej nienawiści do wampirów, po powoli rodzące się uczucie do Bonesa. I chęć zemsty. Tak, to chyba najsilniejsze jej uczucie. Chęć zemsty na tym, który skrzywdził jej matkę. A jak wiemy, wściekła kobieta może dokonać naprawdę dużo ;)
Główna bohaterka jest silną kobietą, zarówno psychicznie, jak i fizycznie. Z każdych kłopotów potrafi wyplątać się bez niczyjej pomocy, a w sytuacjach kryzysowych zachowuje zimną krew. Dopiero Bones wyzwala w niej inne uczucia, które zakopała tak głęboko, jak to tylko było możliwe. Z pozoru najzwyklejszy paranormal romance jakich wiele.
Co więc wyróżnia tę pozycję na tle innych tego typu? To, co zawsze najbardziej mnie denerwuje. Główni bohaterowie od chwili spotkania nie myślą tylko o tym, żeby się ze sobą przespać i nie robią tego co dziesięć stron. Co tam akcja, co tam ciekawość czytelnika, przecież bez seksu się nie obejdzie. Tutaj autorka pozwoliła powoli rozwijać się uczuciom, gdzieś w tle, tak, żebyśmy mogli skupić się na akcji. Chociaż przyznam, że niektóre momenty pani Frost mogła sobie darować.
A akcji jest tu sporo, właściwie ciągle coś się dzieje. Trup ściele się gęsto, wszystko się komplikuje i nie zawsze kończy się dobrze. To wszystko tylko zaostrza apetyt i niesamowicie wciąga w świat powieści.

Może i autorka nie zaskoczyła nas jakoś bardzo oryginalną fabułą, czy nowym spojrzeniem na świat wampirów. To raczej jest dość standardowe. Biedni ludzie żyją sobie w błogiej nieświadomości, nie wiedząc o istnieniu świata paranormalnego, a jeśli mają pecha i spotkają na swej drodze wampira, to idą jak owieczki na rzeź. Wampiry i ich zwyczaje też za bardzo nie odbiegają od tego, co zazwyczaj nam się serwuje. Ale przecież nie można mieć wszystkiego. Pani Frost na tyle sprawnie włada piórem, że można przymknąć oko na parę drobiazgów.

Naprawdę dobra książka na oderwanie się na chwilę od rzeczywistości dla kogoś, kto tak jak ja woli nieskomplikowane historie, ale nie koniecznie o kobietach, które rzucają wszystko i jadą wieść sielankowe życie na wsi. Ja, jako stworzenie w stu procentach miejskie, zdecydowanie wolę dobrą dawkę urban fantasy. I to właśnie otrzymałam, a teraz z czystym sumieniem polecam osobom o podobnych upodobaniach.


Książkę otrzymałam do recenzji od wydawnictwa MAG

Chciałabym zaprosić Was też do konkursu, w którym do wygrania jest właśnie ta książka :) Zasady jak zawsze, zgłoszenie + adres mailowy w komentarzu. I info o konkursie u siebie :) Losowanie 10 grudnia :)



A przy okazji. Chciałam Was też serdecznie zaprosić na bloga, którego prowadzimy z moimi współpracownikami. Księgarze o książkach. I o ciekawych promocjach w naszej księgarni. Co myślicie o takim pomyśle? 
Zainteresowanych zapraszam na bloga i fanpage :)