Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nowa Proza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nowa Proza. Pokaż wszystkie posty

piątek, 17 lutego 2012

Dotyk martwych - Charlaine Harris + konkurs

Tytuł oryginału: A Touch of Dead
Cykl/Seria: Sookie Stackhouse
Tom: 10
Wydawnictwo: Nowa Proza
Oprawa: miękka
Rok wydania: 2011
Ilość stron: 200
Ocena: 4,5/6

„Dotyk martwych” to opowiadania o Sookie, które ukazywały się przy różnych okazjach. Jedno nawet miałam okazję już przeczytać w „Krwawych powrotach”. Cieniutka, niepozorna książeczka, do której podeszłam bez większych emocji, bo za opowiadaniami nie przepadam. A tu miła niespodzianka, bo Harris z krótką formą poradziła sobie naprawdę nieźle. W ciągu tych paru godzin spędzonych z książką (bo zdecydowanie jest to lektura na jedno popołudnie) rozwiążemy sprawę zabójstwa jednej z wróżek trojaczków, weźmiemy udział w przyjęciu na cześć księcia Drakuli, poznamy przyczyny śmierci kuzynki Sookie, razem z czarownicą Amelią sprawdzimy kto próbuje namieszać w interesie najlepszemu agentowi ubezpieczeniowemu w Bon Temps oraz dowiemy się jaki prezent dostała Sookie na Boże Narodzenie.
Sporo tego, prawda? Dlatego właśnie obawiałam się, że nic dobrego mnie nie czeka, a naprawdę świetnie spędziłam czas. Fakt, że wszystkie opowiadania są trochę podobnie napisane, najpierw mamy zagadkę, potem zagrożenie a na końcu Sookie rozwiązuje sprawę dzięki swoim zdolnościom. Na tym tle wyróżnia się jedynie „Prezent”, gdzie Sookie bardzo miło spędza Boże Narodzenie. Jednocześnie każde z nich zagłębia się w świat innych stworzeń paranormalnych: wróżek, wampirów, czarownic i wilkołaków.
Ciekawe jest też to, że każde z opowiadań jest dopowiedzeniem lub wprowadzeniem do poszczególnych tomów serii, co stanowi ciekawe uzupełnienie znanych już historii, ale też świetną zapowiedź tego, co jeszcze przed nami.

Jeśli miałabym się czegoś przyczepić, to chyba tylko tego, że właściwie nic nas tu nie zaskakuje. Dobrze się czyta, miło spędzamy czas, ale jednak nie jest to ten sam klimat, co przy powieściach. A że nawet za bardzo na to nie liczyłam, to rozczarowana się nie czuję, więc naprawdę szczerze mogę polecić wszystkim fanom serii. Świetna książka na jedno popołudnie, w sam raz żeby się odprężyć po ciężkim dniu przy książce i herbacie.

Książkę otrzymałam do recenzji od wydawnictwa MAG.

A dla Was mam losowanie :) Proszę się zgłaszać i podlinkować konkurs u siebie ;) No i w zgłoszeniu podać maila, to nam sporo ułatwi ;] Zgłaszać można się do końca lutego. Wyniki 1 marca :)

piątek, 15 kwietnia 2011

Okrutna miłość – Reginald Hill


Tytuł oryginału: A Killing Kindness
Seria: Dalziel & Pascoe
Tom serii: 2
Wydawnictwo: Nowa Proza
Oprawa: miękka
Rok wydania: 2011
Ilość stron: 336
Ocena: 4.5/6

„Okrutna miłość” to druga wydana u nas książka z serii „Dalziel & Pascoe” Reginalda Hilla. Nie miałam przyjemności czytać pierwszej, ale na pewno to nadrobię. W oryginale wyszły już 24 książki z tej serii. Pierwsza została wydana w 1970 roku. Szkoda, że do nas dotarły dopiero teraz. Mam nadzieję, że wydawnictwo Nowa Proza będzie je dalej wydawać.

Mary Dinwoodie zostaje zamordowana po wieczorze spędzonym z przyjaciółmi w pubie. Po morderstwie ktoś dzwoni do lokalnej gazety i cytuje „Hamleta”. Policja jeszcze dobrze nie ruszyła ze śledztwem a już zostają znalezione kolejne zwłoki. I kolejne. Tak zaczyna się pogoń za Dusicielem z Yorkshire.

Od pierwszych stron wiedziałam, że miło spędzę czas z tą książką. I to nie dzięki zagadkowym morderstwom, ale głównym bohaterom. Dalziel, Pascoe i Wield tworzą naprawdę świetną ekipę i mimo tego, że co chwilę ktoś komuś dogryza czuje  się między nimi tę nić przyjaźni nawiązaną przez lata wspólnej pracy.
Dalziel jest szefem, z nikim się nie liczy, nie uznaje pomocy specjalistów z zewnątrz i dogryza swoim podwładnym na każdym kroku.
Pascoe z jednej strony potrafi się odgryźć i przekomarzać z szefem, ale z drugiej doskonale wie gdzie są granice i na ile może sobie pozwolić. Możemy poznać też jego ciężarną żonę i ogólnie przyjrzeć się z bliska jego życiu.
Wield za to jest bardzo skryty. Robi to, co mu każą, nie wychyla się, niewiele o sobie mówi i tak naprawdę nikt go dobrze nie zna.
I właśnie te trzy skrajnie różne osobowości tworzą świetny klimat tej książki.
Nie, żeby fabuła nie była ciekawa. Po prostu mam wrażenie, że wracałam do książki bardziej dla ich pełnych humoru i ironii dialogów, niż żeby dowiedzieć się kto jest mordercą.

A skoro już wspomniałam o fabule. Jak na kryminał przystało dużo się dzieje, mnożą się tropy, sprawa jest coraz bardziej zawiła i coraz więcej osób jest w nią zamieszanych. Policja co rusz trafia na ślepe zaułki w całym tym bałaganie.
Z racji tego, że książka została napisana w 1980 roku brak tu nowoczesnych osiągnięć techniki. W dobie wyrastających jak grzyby po deszczu seriali kryminalnych z super nowoczesnym sprzętem ciekawym doświadczeniem było „cofnięcie się w czasie” i poobserwowanie jak sobie kiedyś policja radziła bez tego wszystkiego. Dodatkowo pozytywnie zaskakuje obecność medium i seans spirytystyczny. Pomagają językoznawcy i psychiatra. A to wszystko prowadzi do naprawdę zaskakującego rozwiązania i zakończenia. Jest  tylko jedno „ale”. Jak dla mnie za mało napięcia. Ja od kryminałów oczekuję, że będę z emocji gryźć paznokcie i rwać włosy z głowy przy próbie rozwikłania zagadki.  A tu tego niestety nie było.

Niemniej jednak książka warta przeczytania. Hill się naprawdę postarał i możemy sobie darować rozmyślanie nad tym kto jest zabójcą. Podsunie nam kilka podejrzanych osób a na koniec i tak nas zaskoczy. A to w końcu dość ważne w tego typu książkach. Polecam gorąco wszystkim miłośnikom kryminałów.


I na koniec pozwolę sobie umieścić jeden z lepszych cytatów z tej książki:
„- Czy to było samobójstwo? - zapytała lekkim tonem, kiedy było już po wszystkim.
Tak, jeśli się sam ogłuszył, udusił i zakopał, odparł w myślach Pascoe.”
Książkę otrzymałam do recenzji od wydawnictwa Nowa Proza, za co serdecznie dziękuję.