środa, 1 maja 2013

Ołowiany świt – Michał Gołkowski

Wydawnictwo: Fabryka Słów
Oprawa: miękka
Rok wydania: 2013
Ilość stron: 360
Ocena: 5/6

Witajcie w Zonie po raz pierwszy widzianej oczami Polaka. Nie bez powodu „Ołowiany Świt” ma swoją premierę właśnie 26 kwietnia. Właśnie tego dnia, w 1986 roku nastąpiła awaria reaktora atomowego w Czarnobylu. Wydawać by się mogło, że od czasu tej katastrofy minęło sporo czasu, jednak temat ten do dziś fascynuje rzesze ludzi. Nic więc dziwnego, że stał się inspiracją nie tylko dla pisarzy ( m. in. „Piknik na skraju drogi” braci Strugackich), ale też dla twórców gier komputerowych. Tak powstała gra S.T.A.L.K.E.R. I właśnie Michał Gołkowski postanowił pokazać, że nie tylko Rosjanie potrafią pisać o Zonie i być przy tym wiarygodni. Dlatego w rocznicę pierwszej emisji w Wasze ręce trafia właśnie ta książka.

Zona to strefa zamknięta wokół terenów dotkniętych katastrofą. Nikt nie ma prawa wejść, nikt i nic nie ma prawa wyjść. Jednak znajdują się tacy, którzy w poszukiwaniu mocnych wrażeń trafiają do Zony i zostają Stalkerami. Wtedy dawne życie przestaje istnieć, teraz cel jest tylko jeden: przeżyć. A w Zonie to nie jest proste. Dni mijają na wyprawach w teren, poszukiwaniu artefaktów i wszystkiego, co tylko może się przydać, od broni po informacje.
Jeśli ktoś teraz zaczął się zastanawiać, czy bez znajomości uniwersum  S.T.A.L.K.E.R. odnajdzie się w tej książce, to może porzucić swe obawy. Autor zadbał o to, żeby wszystko było dla czytelnika jasne. O życiu w Zonie opowie Wam główny bohater – Miszka.
Dzięki narracji pierwszoosobowej Miszka kreśli przed nami bardzo dokładny opis świata, do którego trafiliśmy. O samym bohaterze nie dowiemy się wiele, za to Zonę poznamy z najdrobniejszymi szczegółami. I to robi ogromne wrażenie, bo kiedy wkroczycie w ten świat i pozwolicie zadziałać wyobraźni,  będziecie pod ogromnym wrażeniem tego co zobaczycie. Fascynacja miesza się tu z przerażeniem, a ciekawość jest zawsze silniejsza niż strach. Dlatego tutaj nie słucha się zdrowego rozsądku, tylko instynktu. To pozwala przeżyć kolejną przeprawę przez zapomniane przez wszystkich terytorium, gdzie musisz zmierzyć się z kolejnymi mutantami, ostrożnie stawiać każdy krok, żeby nie natknąć się na niebezpieczne anomalie. Klimat tej książki jest jedyny w swoim rodzaju, ciężko w ogóle ująć w słowa wrażenie jakie wywiera na czytelniku Zona. O tym musi każdy przekonać się sam, ale powiem Wam jedno – warto!
Muszę przyznać, że jako gracz, czasami miałam wrażenie, jakby każdy kolejny rozdział był dokładnym opisem questu wykonywanego w grze. Nie mogę powiedzieć, że to wada, chociaż pewnie niektórym czytelnikom mogłoby to przeszkadzać.  

Nie jest to łatwa lektura, tak jak i życie w Zonie nie jest łatwe. Nie zmienia to jednak faktu, że ten tajemniczy świat fascynuje i przyciąga jak magnes. Każda kolejna wyprawa w głąb Zony jest podróżą w nieznane, Stalker nigdy nie wie co go czeka i z czym będzie musiał walczyć. Nigdy nie ma pewności, że uda mu się wrócić w jednym kawałku. A jednak niezmiennie uderza nas jedna rzecz = ogromny szacunek z jakim Stalkerzy traktują Zonę, wypowiadają się o niej niemal z boską czcią. Bo to Zona pozwala żyć, albo zabiera życie. Dasz się porwać w ten niebezpieczny, ale jakże kuszący i intrygujący świat? Jeśli tak, dobrej Ci Zony, czytelniku!

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Pozaświatowcy. Zarzewie buntu – Brandon Mull




Tytuł oryginału: Beyonders. Seeds of Rebellion
Cykl/Seria: Pozaświatowcy
Tom: 2
Wydawnictwo: MAG
Oprawa: miękka
Rok wydania: 2013
Ilość stron: 544
Ocena: 5/6

Doczekaliśmy się wreszcie drugiej części serii „Pozaświatowcy” Brandona Mulla. Pierwsza część mi się podobała, dlatego do czytania drugiej zabrałam się z wielką chęcią. I muszę przyznać, że oczarowała mnie jeszcze bardziej.

Jak zapewne pamiętacie, na końcu „Świata bez bohaterów” Jasonowi udaje się wrócić do swojego świata. Okazuje się, że upłynęło tam dużo więcej czasu niż w Lyrianie i chłopak ma pewne problemy z wytłumaczeniem swojego zaginięcia. Udaje mu się jakoś wrócić do normalnego życia, ale myśl o tym, że Rachel nadal może być w wielkim niebezpieczeństwie nie daje mu spokoju. Fakt, że tylko on zna tajemnicę dotyczącą Słowa też niczego nie ułatwia. Dlatego od miesięcy chłopak ciągle wraca do „swojego” hipopotama, lecz ciągle nie słyszy upragnionej muzyki. Jednak wreszcie nadchodzi ten dzień! Muzyka wydobywa się z właściwego miejsca i Jason może wrócić do Lyrianu, żeby dokończyć swoją misję.

Bardzo dobrze wiecie, że drugie tomy serii, bywają różne, czasami niestety dużo gorsze od pierwszych. W tym wypadku jednak nie musicie mieć żadnych obaw, z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że kontynuacja wypada nawet lepiej niż część poprzednia. Już samo to, że wartka akcja wciąga nas niemal od pierwszych stron jest ogromną zaletą. Do plusów trzeba doliczyć też nieprzewidywalność. O ile pierwszy tom był pełen niespodzianek, to jednak wiadomo było, że bohaterowie szukają sylab Słowa i na tym skupiała się akcja powieści. Tutaj nie mamy bladego pojęcia co czyha za rogiem oraz jakie przygody czekają na bohaterów, dlatego też dreszczyk emocji jest zdecydowanie większy. Niespodzianką jest też odkrycie, że Rachel posiada zdolności do władania magią, i to takie jakich nikt w tym świecie od dawna nie widział. No dobra, to może nie jest jakoś bardzo oryginalne w powieściach tego typu, nastolatki zawsze w odkrywają ukryte zdolności, ale powiem Wam, że mimo wszystko działanie magii jest tak sprytnie pomyślane, że aż miło się czyta.

I największa dla mnie zaleta – świat przedstawiony. O ile przy poprzedniej części bardzo spodobał mi się pomysł autora na Lyrian, to po tej części jestem bliska zachwytu. Razem z bohaterami przemierzamy znaczną część tej krainy, poznajemy nie tylko miejsca, ale i niezwykłe rasy, które je zamieszkują, a to wszystko razem robi naprawdę niesamowite wrażenie. Naprawdę, wyobraźnia działa w trakcie lektury na najwyższych obrotach! Bardzo sobie cenię autorów, którzy nadal potrafią wymyślić coś nowego, oryginalnego, co oczaruje czytelnika i sprawi, że chciałby się przenieść do opisywanego świata choćby na chwilę. W trakcie długiej wędrówki traficie w naprawdę niezwykłe, piękne i niebezpieczne miejsca. Aż  chciałoby się mieć od razu pod ręką trzeci tom, żebyśmy nie musieli opuszczać Lyrianu, tylko kontynuować podróż razem z bohaterami.
Jak widać, książka robi wrażenie. Cykl ten skierowany jest do młodzieży, i młodzież lubująca się w fantastyce na pewno będzie zadowolona. A i starszy czytelnik nie powinien być rozczarowany, bo w nasze ręce trafia naprawdę dobrze napisana, barwna i pełna przygód powieść, od której nie sposób się oderwać. Polecam serdecznie!


piątek, 19 kwietnia 2013

Świat Czarownic - Andre Norton

Tytuł oryginału: Witch World
Cykl/Seria: Świat Czarownic
Tom: 1
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Oprawa: miękka
Rok wydania: 2013
Ilość stron: 280
Ocena: 5/6

Andre Norton jest autorką, której miłośnikom fantastyki nie trzeba chyba przedstawiać. Ja osobiście zaczęłam przygodę z jej twórczością od książki „Magia stali”, te kilkanaście lat temu to była dla mnie naprawdę niesamowita książka. Dzięki niej pokochałam legendy arturiańskie i ta miłość towarzyszy mi do dziś. Pewnie teraz trochę inaczej bym ją odebrała, ale mam wrażenie, że nadal byłby to bardzo pozytywny odbiór. Większość czytelników kojarzy jednak Norton głownie dzięki cyklowi „Świat czarownic”, który, ku mojej wielkiej radości zdecydowała się wznowić Nasza Księgarnia. Norton nie bez powodu nazywana jest Matką Fantastyki, moim zdaniem zupełnie zasłużenie.

W pierwszym tomie cyklu poznajemy Simona Tregartha, agenta wywiadu, który dla własnego bezpieczeństwa musi zniknąć z powierzchni ziemi. Z pomocą przychodzi mu pewien tajemniczy jegomość, który umożliwia mu przeniesienie się do Estcarpu, kraju pełnego magii w równoległym świecie. Już w ciągu pierwszych chwil w nowym świecie wplątuje się w kłopoty, ale też ratuje przy tym jedną z czarownic. Dzięki niej trafia do Estcarpu właśnie, kraju, gdzie Mocą władają tylko kobiety i to one rządzą państwem. Simon dołącza do straży, która ma za zadanie chronić czarownice. W ten sposób rozpoczyna się jego nowe życie, a czytelnik wsiąka w fascynujący świat magii i przygód.

Lubię takie czytelnicze powroty do przeszłości, kiedy po wielu latach kolejny raz sięga się po jakąś książkę. Czasami zupełnie zmienia się jej odbiór, czasem zachwyca nas jeszcze bardziej, czasem wręcz przeciwnie, zaczynamy się zastanawiać, co takiego w niej widzieliśmy lata wcześniej. Trochę się obawiałam, że po latach „Świat czarownic” nie wzbudzi już takiego zachwytu, a jednak! Teraz, jako czytelnik już zdecydowanie doroślejszy, muszę przyznać, że powieść Norton, w moim odczuciu jest po prostu wspaniała. Przypuszczam, że nie tylko w moim przypadku książki Norton były początkiem miłości do fantastyki. Choćby z tego powodu zawsze będę darzyła je sentymentem. Ale nie o sam sentyment tutaj chodzi, przede wszystkim jest to po prostu świetna książka!!

Świat, który kreuje Norton, jest z każdą stroną coraz bardziej fascynujący. Samo wykorzystanie światów równoległych i wprowadzenie bardzo zaawansowanej technologii do krainy takiej jak Estcarp jest świetnym pomysłem i zdecydowanie przykuwa uwagę. Książka napisana jest raczej prostym językiem, bez zbędnych dłużyzn, dzięki czemu skupiamy się tylko na wydarzeniach istotnych dla przedstawionej historii. Co za tym idzie, akcja toczy się dosyć szybko, więc żeby się nie pogubić, trzeba odrobiny więcej skupienia.
Główni bohaterowie są dosyć wyraziści i na tyle od siebie różni, że każdy czytelnik bez wątpienia znajdzie choćby jednego, z którym poczuje głębszą więź i nić sympatii.

Ja czuję się w pełni usatysfakcjonowana. Wielkie brawa dla wydawnictwa, za wznawianie takich klasyków. Mam nadzieję, że doczekamy się wznowienia całej serii o świecie czarownic. I oby nie tylko tej!