poniedziałek, 17 marca 2014

Oczy zasypane pisakiem – Paweł Smoleński

Cykl/Seria: Reportaż
Wydawnictwo: Czarne
Oprawa: twarda
Rok wydania: 2014
Ilość stron: 264
Ocena: 5/6

„A skoro burzy się nielegalnie wystawione palestyńskie domy, do tego też potrzebna jest technologia. Trzeba wiedzieć, kiedy najlepiej przyjść, jak ustawić buldożer i - koniec końców - jak powstrzymać ludzi, którzy nie będą tylko przyglądać się bezczynnie, gdy ciężkie maszyny grzebią ich majątek. - Czy wiesz - pyta Micha - że przed pekińską olimpiadą uczyliśmy Chińczyków, jak radzić sobie z protestami mieszkańców dzielnic wyburzanych pod obiekty sportowe, jak niszczyć, pacyfikować, jak trzymać w ryzach zdesperowanych ludzi? Technologia stosowania przemocy jest jedną z naszych dziedzin eksportu. Sprzedamy ją nawet do Chin. Naprawdę jesteśmy w tym dobrzy, ale zdaje mi się, że to nie powód do dumy.”

To pierwszy cytat, który sprawił, że nie potrafiłam zebrać myśli. A znajdziecie go już na 16 stronie. Potem będzie takich jeszcze wiele, nie jestem w stanie wypisać wszystkich, musiałabym przepisać pół książki. Ale wiedzcie, że takich momentów, kiedy brak słów jest w tej książce o wiele więcej.

O czym myślisz, kiedy słyszysz o konflikcie Palestyny i Izraela? Ile tak naprawdę wie na ten temat przeciętny człowiek. Przypuszczam, że niewiele. Tyle, ile gdzieś tam kiedyś mignęło w telewizji. Zawsze, kiedy czytam takie książki, jestem w ciężkim szoku, że tyle zła dzieje się nie tak znowu daleko od nas, a my zupełnie nie zdajemy sobie z tego sprawy. Dlatego dobrze, że są tacy ludzie jak Paweł Smoleński, którzy nie boją się wyprawiać w sam środek konfliktu, żeby potem nam o tym opowiedzieć. Żebyśmy byli bardziej świadomi tego, co dzieje się na świecie.

Jak zwykle, kiedy książka wstrząśnie mną do głębi, mam problem z ubraniem odczuć w słowa. A przecież jakoś muszę Wam przekazać o czym jest ta książka. Więc, o czym jest… o ludziach. Przede wszystkim o ludziach. I nie o jakichś tam anonimowych tysiącach obywateli, którzy mordują się w imię sami już chyba nie wiedzą czego. Ta książka jest o ludziach, przedstawionych nam z imienia i nazwiska. Ludziach, których Pan Paweł spotkał podczas swoich podróży. To historie ich życia, zazwyczaj niezbyt szczęśliwe. I nie jest tak, że autor próbuje nas przeciągnąć na stronę któregoś uczestnika konfliktu, wręcz przeciwnie. W bardzo rzetelny sposób pokazuje nam, że po obu stronach istnieją naprawdę dobrzy, zwykli ludzie, którzy nie pałają nienawiścią. Ale też po obu stronach są tacy, którzy powodują całe zło. Czy to szahid, który wysadza się w powietrze w miejscu publicznym, czy żołnierz, który patrząc na Palestyńczyka widzi tylko i wyłącznie terrorystę.
Obie strony tutaj bardzo pogubiły się w swojej nienawiści. Patrząc na to, co się tam dzieje rozwiązanie wydaje się takie proste, przecież wystarczy się dogadać, jakoś wypracować sposób na życie obok siebie bez odgradzania się ogromnym murem. Bez zabijania siebie nawzajem. A jednak dla większości nadal porozumienie jest niemożliwe.

Straszne jest to, o czym Smoleński nam opowiada. Ale są i momenty, kiedy na twarzy pojawia się uśmiech. Na przykład w rozdziale o Machsom Watch, czyli izraelskich staruszkach, które codziennie na checkpointach pilnują, żeby żołnierze byli grzeczni i nie przekraczali swoich kompetencji.
Ujęła mnie też ogromnie historia Fatimy, która pewnego dnia stwierdziła, że ma dość tej całej przemocy i postanowiła pojechać do matek izraelskich żołnierzy, żeby powiedzieć im w twarz, jakie pełne lęku życie musi wieść przez ich synów żołnierzy. Osiągnęła swoje. Stanęła przed Izraelkami i powiedziała: „Boję się was. Boję się waszych dzieci żołnierzy. Boję się nocnych najść na nasze domy, patroli, checkpointów. Takie życie w ciągłym strachu mnie upokarza. Nie zrobiłam wam nic, żeby aż tak cierpieć. Jestem tu, żebyście o tym wiedziały.”
I jakie było jej zdziwienie, kiedy jedna z tych matek, Vivian, wstała i powiedziała: „Boję się was, boję się jeździć miejskim autobusem w Jerozolimie albo Hajfie w obawie przed samobójczym zamachem. Ze strachem przyglądam się każdej arabskiej twarzy, bo nie wiem, czy aby nie jest to twarz szahida. To dla mnie niezasłużona udręka, nie jestem winna tej wojnie. Dobrze, że przyjechałyście, wreszcie wam powiedziałam.”
I to spotkanie jest pięknym przykładem, że dialog między stronami może prowadzić do czegoś dobrego. Takich przykładów autor pokazuje nam kilka, co napawa nadzieją, że może jednak kiedyś wszyscy ważni politycy też spojrzą na otaczający ich świat w ten sposób. Tej nadziei coraz mniej, ale jednak jest. Co prawda Smoleński pokazuje nam, kto w tej wojnie ma lepiej a kto gorzej, kto mieszka w pięknych rezydencjach, a kto nie może być pewien, czy za chwilę wojsko nie przyjdzie zniszczyć jego marnego namiotu.  A jednak mimo wszystko, to właśnie ci zwykli ludzie są w stanie zaufać, wyciągnąć rękę i zaprzyjaźnić się z drugą stroną.

„Oczy zasypane piaskiem” to naprawdę ważna książka. Pozwala zrozumieć podłoże tego konfliktu. Uświadamia nam, dlaczego obie strony tak bardzo się nienawidzą. A co najważniejsze, pokazuje, że mimo wszystko, potrafią wiele zdziałać, wystarczy tylko odrobina dobrej woli i naprawdę spora dawka determinacji. Nie po raz pierwszy okazuje się, że ci którzy rządzą światem, powinni uczyć się życia od tych najmniejszych, którzy zazwyczaj prawa głosu nie mają. Wtedy ten świat byłby naprawdę pięknym miejscem. 

http://czarne.com.pl/

środa, 5 marca 2014

Wiking. Dziecko Odyna – Tim Severin

Tytuł oryginału: Odinn's Child
Cykl/Seria: Wiking
Tom: 1
Wydawnictwo: Anakonda
Oprawa: miękka
Rok wydania: 2013
Ilość stron: 424
Ocena: 4/6

Straszny mam z tą książką problem. Bo z jednej strony to naprawdę niesamowita i pełna przygód historia człowieka, który wiódł niesamowite życie. Ale z drugiej strony czasami strasznie ciężko było mi się wczuć w ową historię. Ciągle miałam wrażenie, że jestem gdzieś obok, a nie w centrum wydarzeń. Może to tylko kwestia narracji, ale czasem naprawdę brakowało mi tego wrażenia, że oto przeniosłam się w świat powieści i obserwuję wszystko „na żywo”. Wiecie jak to jest z bujną wyobraźnią moli książkowych.

Ale może zacznę od początku. „Dziecko Odyna” to historia Thorgilsa Leiffsona, syna Leifa Szczęściarza. Jako dziecko zostaje on wysłany przez matkę na Grenlandię do ojca. Ani ojciec, ani jego rodzina nie są zbyt szczęśliwi z tego powodu, ale pozwalają się chłopakowi plątać gdzieś obok. Jednak w dużym stopniu za jego wychowanie odpowiedzialna jest młoda Gudrid, którą chłopak po jakimś czasie traktuje jak rodzoną matkę.
W ciężkich czasach przyszło chłopakowi dorastać. Jego młodość przypada akurat na okres, kiedy Chrześcijanie zaczynają plątać się po świecie i nawracać na wiarę w swojego Białego Chrysta. Trudny to był okres dla chłopca, który odkrył, że po matce odziedziczył dar jasnowidzenia, z którym nie mógł się za bardzo obnosić. Na szczęście przez całe życie trafiał na odpowiednich ludzi, którzy umacniali w nim wiarę w Stare Obyczaje, nauczali o bogach, uczyli czytać i pisać runy. Tym sposobem chłopak posiadł ogromną wiedzę, jednak w tomie pierwszym nie na wiele mu się ona przydała. Los rzuca nim po świecie i nie zawsze dobrze mu się wiedzie. Jednak koniec końców zawsze spada na cztery łapy, co nasuwa myśl, że może po ojcu też coś odziedziczył, w końcu nie bez powodu zwano Leifa Szczęściarzem.

Jak już wspomniałam, ciężko mi ocenić tę książkę. Po pierwszych stronach miałam poważne wątpliwości, czy w ogóle uda mi się dotrwać do końca. Potem na szczęście się rozkręciło, ale niestety nie umiałam się wkręcić w tą historię. Nie wiem dlaczego, bo naprawdę bardzo doba fabuła, mnóstwo przygód i ciekawych informacji o świecie i życiu w tamtych czasach. Sporo mitologii skandynawskiej, którą uwielbiam. Chyba po prostu styl mi nie podszedł.
Jednak oceniając samą zawartość, to książkę zdecydowanie polecam. Pisana jest w formie autobiografii, więc nastawcie się na mnogość opisów i niewiele dialogów. Ogromnym plusem jest też dobrze przedstawione życie ówczesnych ludów Północy, od obrazowego przedstawienia krajobrazów, po życie codzienne i wierzenia.
Na nudę też nie można za bardzo narzekać, ponieważ mnogość wydarzeń wręcz zaskakuje. To zadziwiające, ile przygód spotkało tak młodego człowieka, a to dopiero pierwszy tom trylogii, na końcu pierwszej części bohater ma ledwie 19 lat. Strach pomyśleć, co jeszcze go spotka w pozostałych tomach.

Podsumowując, ogólnie oceniam książkę pozytywnie, minusem było tylko to, że momentami naprawdę opornie mi się ją czytało. Ale nie zmienia to faktu, że bardzo chętnie poznam dalsze losy Thorgilsa i zachęcam do zapoznania się wszystkich, którzy lubią takie historie.

https://www.facebook.com/WydawnictwoAnakonda?fref=ts

piątek, 21 lutego 2014

Czas Motyli – Julia Alvarez

Tytuł oryginału: In The Time of the Butterflies
Cykl/Seria: Seria Kaszmirowa
Wydawnictwo: Black Publishing
Oprawa: miękka
Rok wydania: 2014
Ilość stron: 424
Ocena: 6/6

Kiedy myślicie o Dominikanie, to co Wam przychodzi pierwsze do głowy? Plaże, palmy i przejrzysta woda? Raj na ziemi? Ja od dzisiaj, dzięki Julii Alvarez, najpierw pomyślę o Las Mariposas, czyli siostrach Mirabal, dzięki którym ten kawałek raju stał się wolnym państwem. Alvarez mieszka w Stanach Zjednoczonych, ale jest pochodzenia dominikańskiego. Jej rodzina musiała uciekać do Stanów w sierpniu 1960 roku, po tym jak Trujillo odkrył powiązania jej ojca ze spiskiem mającym obalić dyktatora. Zaledwie kilka miesięcy po ich ucieczce siostry Mirabal zostały zamordowane. Trujillo myślał, że ich śmierć zakończy jego problemy, jednak tak bardzo się mylił. Kiedy wieść o śmierci Motyli obiegła kraj, ludzie dopiero wtedy zebrali się na odwagę, żeby przeciwstawić się dyktatorowi. Tak właśnie siostry stały się bohaterkami narodowymi na Dominikanie, a dzień ich śmierci, 25 listopada, uznany Międzynarodowym Dniem Eliminacji Przemocy Wobec Kobiet.

„Czas Motyli” to zbeletryzowana biografia sióstr Mirabal: Patrii, Minervy, Marii Teresy i Dede. Z czterech sióstr przeżyła tylko ta ostatnia. Dawno nie było mi tak ciężko ubrać odczuć po lekturze w słowa. Kiedy zaczynamy czytać, poznajemy cztery beztroskie dziewczęta, ich dzieciństwo, okres dojrzewania, pierwsze miłości, a potem małżeństwa. Widzimy naprawdę szczęśliwe dziewczyny, które zapragnęły dla siebie i swoich dzieci lepszego życia. A nie było ono możliwe, dopóki Trujillo był u władzy. Dlatego zaczęły z tym walczyć i koniec końców przypłaciły to życiem.
Straszne jest to, że podczas lektury obserwujemy całe ich życie, ale z tyłu głowy ciągle kołacze zakończenie. Bo może to i powieść, ale zakończenie może być tylko jedno i nie możemy sobie robić nadziei, że będzie szczęśliwe.

Julia Alvarez wybrała sobie do opisania bardzo piękną, a zarazem tragiczną historię. Cieszę się, że wydawnictwo Black postanowiło wydawać tak wartościowe powieści. Uważam, że jak najwięcej osób powinno mieć okazję poznania tej historii. Jeśli nie ze względu na samą historię dyktatury na Dominikanie, to przynajmniej ze względu na Motyle. Bo zdecydowanie na to zasługują. Całe życie poświęcały się, żeby ich ukochany kraj był wolny, i w końcu poświęciły to, co najcenniejsze. I mimo, że tego nie doczekały, to osiągnęły swój cel. Po śmierci dziewcząt obywatele poczuli taką wściekłość, że niedługo potem (pół roku po śmierci sióstr) Trujillo został zamordowany. Co prawda droga do wolnego państwa była wtedy jeszcze daleka, ale mimo wszystko dzięki siostrom, został poczyniony pierwszy krok.

Ta książka niesie ze sobą niesamowity ładunek emocjonalny. Przez te 400 stron czytelnik jest w stanie naprawdę mocno zżyć się z siostrami, więc ich śmierć równie mocno na końcu go zaboli. A możecie mi wierzyć, że każdą siostrę poznacie bardzo dobrze, a to za sprawą tego, że autorka każdą z nich uczyniła narratorem. Świat, życie, przepiękna Dominikana, widziane z czterech zupełnie różnych perspektyw, daje czytelnikowi naprawdę niezapomniane wrażenia z lektury. Piękna, napisana wspaniałym językiem opowieść o trudnych wyborach i walce, nie tylko o lepsze jutro, ale też często z samym sobą. Lektura wywołująca burzę emocji i skłaniająca do przemyśleń. Wspaniała, na długo pozostająca nie tylko w głowie, ale i w sercu czytelnika. Polecam gorąco każdemu, bo moim zdaniem każdy powinien po nią sięgnąć.
http://blackpublishing.pl/