Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Prószyński i S-ka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Prószyński i S-ka. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 22 stycznia 2013

Drugi przekręt Natalii – Olga Rudnicka

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Oprawa: miękka
Rok wydania: 2013
Ilość stron: 496
Ocena: 5/6

Kiedy zobaczyłam, że w styczniu wychodzi kolejna książka o przygodach pięciu zwariowanych Natalii miałam ochotę skakać ze szczęścia. Przypuszczam, że każdy, kto czytał książki Olgi Rudnickiej, w tym „Natalii 5”, miał ochotę na podobną reakcję. I w końcu się doczekałam, w moje ręce trafił „Drugi przekręt Natalii”. Cóż, już sam tytuł mówi nam, że co jak co, ale nudzić to my się nie będziemy.
W co tym razem wplątały się siostry Sucharskie? W wielkie kłopoty oczywiście.
Pan Janusz Zawada, wspólnik ich ojca zaginął. W jego mieszkaniu znaleziono zwłoki bez głowy, nad rzeką policja trafia na spalony samochód ze zwłokami w środku i wszystko wskazuje na to, że to właśnie pan Janusz. Nie wiadomo o co chodzi, a jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o? No, tym razem nie o pieniądze. A przynajmniej nie tylko. A kiedy okazuje się, że w przeszłości pan Janusz miał powiązania z gangiem złodziei dzieł sztuki, dziewczyny mają już pewność, że to będzie kolejna trudna zagadka do rozwiązania. Bo przecież nie będą słuchać bredzenia policji o tym, że mają się trzymać od sprawy z daleka.

Minęły dwa lata od wydarzeń, które miały miejsce w książce „Natalii 5”. Dziewczyny nadal mieszkają razem w Mechlinie i właściwie niewiele się zmieniło w kwestii ich wzajemnych kontaktów. Nadal kłócą się aż wióry lecą, z tym, że z czasem zdążyły się już do swoich charakterów przyzwyczaić, więc większość dziwactw zbywają machnięciem ręką. Albo załatwiają głosowaniem.
Wesoło robi się już na początku, kiedy to dziewczyny dowiadują się, że Nata wydała książkę, w której opisała wydarzenia sprzed dwóch lat. Wywołuje to prawdziwą burzę z piorunami, bo dziewczyna nie zadała sobie trudu, żeby trochę zatuszować ciemne sprawki sióstr. Wręcz przeciwnie, opisała wszystko dokładnie tak, jak to naprawdę wyglądało. A w tym wypadku kłamanie policji to będzie najmniejszy z ich kłopotów ;)
Uwielbiam dialogi między siostrami, kiedy Natalie się kłócą, reszta bohaterów nie wie o co chodzi a czytelnik płacze ze śmiechu. A takich sytuacji tutaj nie zabraknie. Humor to jedna z największych zalet powieści Olgi Rudnickiej i to na szczęście pozostaje bez zmian. Niby czytamy o trupie bez głowy, ale jednak nie potrafimy powstrzymać się od śmiechu. Pozwolę sobie przytoczyć tutaj parę moich ulubionych cytatów z tej książki, aby zobrazować wam ten fenomen:

"- Tymczasem przyjeżdżamy, a tu proszę... - Natka wskazała ręką dokoła. - Misie!
- Chyba gumisie - poprawiła ją Nata.
- Mówi się smerfy - oznajmiła z wyższością Magda.
- Mówi się policja - poprawił je Jaglecki, starannie ukrywając rozbawienie. Trzy siostry same wyglądały, jakby wyskoczyły z jakiejś bajki."

„O choleres Chryste Panie, za jakie grzechy takie sprawy na mnie spadają? Inni mają normalne zabójstwa, haracze, przemyt, a my teatralne samobójstwo i stado wariatek!”

To tylko dwa cytaty, gdybym miała wypisać wszystkie, musiałabym przepisać pół książki. Albo więcej. Ale te dwa mi jakoś tak najbardziej zapadły w pamięć.

Fabuła jak zwykle jest bardzo oryginalna i tak pokręcona, jak to tylko możliwe. Gang złodziei dzieł sztuki, zaginione brylanty, trup bez głowy, zaginięcie pana Janusza, śmierć jednego świadka za drugim i między tym wszystkim pięć Natalii i mężczyźni ich życia, z których większość jest policjantami. Nie żeby dziewczyny jakoś bardzo się przejęły faktem, że mają pod własnym dachem pół komisariatu. Ależ skąd. Nadal będą kręcić, oszukiwać, włamywać się i kłamać, a przynajmniej celowo mijać się z prawdą. Taki już ich urok i każdy z mężczyzn musi się do tego przyzwyczaić, albo otrzyma wilczy bilet. Niesamowite jest to, że siostry czasem mają ochotę pozabijać się nawzajem, ale kiedy ktoś inny występuje przeciwko jednej z nich ma do czynienia z gniewem całej piątki. I nie jest to miłe przeżycie.

Niezwykle lekki styl, do którego przyzwyczaiła mnie autorka, sprawia, że książkę czyta się bardzo płynnie i nawet nie zauważa upływu stron. A gwarantuję wam, że te 500 stron minie bardzo szybko. Za szybko. Za nic nie chciałam rozstawać się z siostrami po raz kolejny. Ale taki już ma autorka dar, że jej bohaterki zawsze budzą szczerą sympatię i czytelnik bardzo się do nich przywiązuje. I nie mówię tu tylko o Nataliach. To samo miałam z Martą i Anetą z „Zacisza 13”, czy Beatą i Ulką z „Martwego jeziora”  i jego kontynuacji. Do dziś te postaci są bardzo żywe w mojej pamięci, mimo że od przeczytania tych książek minęło już ładnych parę lat.

Jestem przekonana, że jeśli ktoś sięgnął po jedną, jakąkolwiek książkę Olgi Rudnickiej i się zachwycił, to nie będzie mógł oprzeć się też jej pozostałym powieściom. Więc jeśli swoją przygodę z twórczością autorki rozpoczęliście od historii pięciu Natalii, zdecydowanie powinniście sięgnąć też po pozostałe książki. Emocje i świetna rozrywka gwarantowane. Polecam gorąco!!


Książkę otrzymałam od wydawnictwa

niedziela, 13 stycznia 2013

Twój cień – Jeffery Deaver

Tytuł oryginału: XO
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Oprawa: miękka
Rok wydania: 2012
Ilość stron: 455
Ocena: 5/6

Kiedy sięgam po książki Deavera zawsze mam pewność, że dostanę thriller na najwyższym poziomie. Zaskakujący i wywołujący ciarki na plecach. I tym razem moje oczekiwania zostały spełnione, to naprawdę niesamowite, że po napisaniu tylu książek, autor nadal potrafi wywołać u czytelnika takie same emocje.
Tym razem wyruszamy wraz z Kathryn Dance do Fresno. Agentka musi odpocząć po wyjątkowo ciężkim dochodzeniu, więc postanawia oddać się swojemu hobby – nagrywaniu mało znanych, lokalnych zespołów. Przy okazji ma w planach spotkanie ze swoją dobrą znajomą Kayleigh Towne, gwiazdą muzyki country, która powraca w swoje rodzinne strony, żeby dać koncert w miejscu, gdzie stawiała swoje pierwsze kroki jako wokalistka.
Szybko jednak okazuje się, że ani dla Kayleigh, ani dla Kathryn nie będzie to zbyt spokojny urlop. Kayleigh ma bowiem stalkera, niegroźnego, dopóki trzyma się daleko. Tylko, że stalker nagle pojawia się we Fresno, śledzi każdy krok dziewczyny i jest wszędzie, gdzie ta się pojawi. Na domiar złego nagle zaczynają ginąć ludzie z otoczenia gwiazdy. Większości wydaje się oczywiste, że za morderstwami stoi stalker. Ale czy na pewno?
Aby się tego dowiedzieć Kathryn musi zapomnieć o urlopie, wkroczyć do akcji i pomóc lokalnej policji, zanim liczba ofiar jeszcze się zwiększy.

Już zdążyłam zapomnieć jak emocjonujące potrafią być książki Deavera, może i dobrze, bo po raz kolejny pozwoliłam się zaskoczyć rozwiązaniem zagadki. Uwielbiam do ostatniej strony nie wiedzieć, jak to się wszystko skończy, a u Deavera jest więcej niż pewne, że tak właśnie będzie. Dostaniecie tutaj tyle zwrotów akcji, że już w połowie nie będziecie mieli pojęcia, kogo właściwie podejrzewać. Jeśli sama Kathryn Dance ma problem z rozgryzieniem podejrzanego, to cóż możemy zdziałać my, czytelnicy.
A stalker zawsze jest ciężkim przeciwnikiem, nawet dla tych, którzy odczytywaniem mowy ciała zajmują się zawodowo. To już nie pierwsza książka poruszająca problem stalkingu, z którą się spotykam. Cieszę się, że pisarze sięgają po ten temat, dzięki temu wiele osób może przekonać się, że posiadanie cichego wielbiciela nie koniecznie musi być tak urocze, jak się większości wydaje. Nawet jeśli jest się sławną piosenkarką, która może zasłonić się tabunem prawników i ochroniarzy. To nie ma znaczenia. Stalker i tak znajdzie sposób, żeby się z nią skontaktować. Kayleigh od miesięcy żyje w ciągłym strachu, o siebie, o swoich bliskich. Aż wreszcie jej najgorsze obawy się sprawdzają i ktoś zaczyna mordować jej bliskich. Tylko czy to prześladowca, czy ktoś zupełnie inny? Ta niepewność doprowadza Kayleigh do szaleństwa. Czytelnika też, pragnę dodać. Za każdym razem, kiedy wydaje nam się, że już jakoś to sobie poukładaliśmy i zaczynamy rozgryzać tę sprawę, autor funduje nam taki zwrot akcji, że znowu zaczynamy od zera z naszymi podejrzeniami. I tak jest praktycznie do samego końca.

Niewątpliwą zaletą powieści jest też przedstawienie samego śledztwa. Nie ma tu cudów i metod rodem z seriali w stylu „CSI”. Jest za to skrupulatne śledztwo prowadzone przez lokalną policję i agentkę Dance, badanie dowodów, podążanie za tropami. Po prostu dobra, policyjna robota.
Fani Deavera zapewnie ucieszy wiadomość, że w książce pojawiają się też na chwilę Lincoln Rhyme i Amelia Sachs. A jak wiadomo, Lincolnowi nie umknie żaden szczegół, i jeśli ktoś jest w stanie ruszyć z tym śledztwem do przodu, to tylko on. Miło było znowu poobserwować ten genialny umysł przy pracy.

Ciekawostką są też teksty piosenek Kayleigh. Autor postanowił umieścić je na końcu książki. Jest to świetny zabieg, ponieważ często są one uzupełnieniem wydarzeń zawartych w książce. Co prawda przetłumaczone na język polski sporo tracą, ale i tak są ciekawym dodatkiem. Dodatkowo Deaver informuje nas, że te utwory zostały nagrane i można je przesłuchać na jego stronie. Czytanie książki ze ścieżką dźwiękową to naprawdę ciekawe doświadczenie, polecam zajrzeć na stronę autora.

Podsumowując, Deaver jak zwykle w świetnej formie. Gorąco zachęcam do zapoznania się z jego najnowszą powieścią. Miłośnicy jego talentu będą jak zwykle zadowoleni, a osoby, które jeszcze nie miały z nim styczności z pewnością chętnie sięgną po inne jego pozycje.

Książkę otrzymałam do recenzji od wydawnictwa

czwartek, 22 listopada 2012

Opactwo – Chris Culver



Tytuł oryginału: The Abbey
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Oprawa: miękka
Rok wydania: 2012
Ilość stron: 368
Ocena: 4/6

Ash Rashid, były detektyw wydziału zabójstw, który nie może doczekać się chwili, w której zakończy swoją służbę w policji i przeniesie się do prokuratury. Nie jest w stanie znieść myśli, że miałby poprowadzić kolejną sprawę morderstwa, albo co gorsza - poinformować rodzinę ofiary o stracie. To przerasta go już od jakiegoś czasu. Niestety wszystko zmienia się w chwili, kiedy Ash dowiaduje się o śmierci swojej siostrzenicy. Wyniki sekcji zwłok są jednoznaczne – przedawkowanie. Jednak Ash ma wrażenie, że coś tu nie pasuje i wbrew wszystkim i wszystkiemu rozpoczyna własne śledztwo, które prowadzi go do tajemniczego klubu o nazwie Opactwo. Szybko okazuje się, że prywatne śledztwo idzie we właściwym kierunku, jednak oznacza to coraz większe zagrożenie nie tylko dla Asha, ale i dla całej jego rodziny. I nie tylko rodziny, bo nagle ludzie wokół Asha zaczynają ginąć jak muchy, a policja zdaje się tym w ogóle nie przejmować. Czy Ashowi uda się rozwiązać tę sprawę zanim ucierpią jego najbliżsi?

Dobrym rozwiązaniem w tej powieści okazała się narracja pierwszoosobowa, dzięki temu możemy dobrze poznać głównego bohatera. A okazuje się on bardzo ciekawą i złożoną postacią. Co prawda detektyw nadużywający alkoholu i działający poza prawem, wbrew rozkazom, nie jest czymś nowym. Powiedziałabym nawet, że jest to temat przerobiony na wszystkie możliwe sposoby. A jednak autorowi udało się wykreować go w taki sposób, żeby czytelnik nie miał wrażenia, że to już było. Otóż Ash jest muzułmaninem,  dlatego nadużywanie przez niego alkoholu nabiera zupełnie innego znaczenia. Jednak on widzi to jako jedyny sposób na poradzenie sobie z wszystkimi okropieństwami, z którymi miał do czynienia w trakcie swojej pracy w wydziale zabójstw. W gruncie rzeczy Ash jest naprawdę dobrym i prawym człowiekiem, lecz dla swoich bliskich jest w stanie złamać wszelkie reguły. Między innymi dlatego od samego początku wzbudza sympatię i czytelnik naprawdę szczerze mu kibicuje. Nawet wtedy, kiedy tok jego rozumowania jest dość pokrętny i na siłę usprawiedliwia jego postępowanie, znajdując pretekst do kolejnego kieliszka, lub kolejnej jajecznicy z bekonem. Ash jest przekonany, że Allah zrozumie i nie będzie miał nic przeciwko.

Fabuła jest bardzo prosta, a jednak ma w sobie to coś, co sprawia, że nie ma się najmniejszej ochoty przerywać lektury i ciągle powtarzamy sobie, że „jeszcze tylko jeden rozdział”. Książka wciąga już od pierwszych stron, nie tylko dzięki wydarzeniom, o których opowiada, ale przede wszystkim przez postać głównego bohatera. I może mamy tu akcję niczym z filmów sensacyjnych, strzelaniny, wybuchy, pożary i uchodzenie z życiem w sytuacjach bez wyjścia, ale dzięki temu czyta się jeszcze lepiej. Nawet jeśli niektórym rozwiązaniom można zarzucić, że są wtórne do bólu, nie zmieni to faktu, że pan Culver stworzył naprawdę emocjonujący i pełen napięcia thriller, z bardzo wyrazistym głównym bohaterem, a czegóż trzeba więcej żeby czerpać przyjemność z tego typu lektury. Bardzo dobry pierwszy tom serii. Ja z niecierpliwością czekam na kolejne. 

Książkę otrzymałam od wydawnictwa

Odnoszę wrażenie, że ta recenzja to jeden wielki chaos, ale musicie mi to wybaczyć :) Od kilku dni żyję już pewnym wyjazdem i nie potrafię zebrać myśli :) O wyjeździe opowiem po powrocie, bo pewnie będę tym męczyć każdego, kto będzie chciał mnie słuchać/czytać :P
Tymczasem zapraszam wszystkich chętnych na spotkanie blogerów we Wrocławiu. Jeśli ktoś wybiera się do mojego pięknego miasta na Wrocławskie Promocje Dobrych Książek, to zapraszam do wpisywania TUTAJ terminów, które Wam odpowiadają :)

poniedziałek, 5 listopada 2012

Spójrz mi w oczy - Lisa Scottoline

Tytuł oryginału: Look again
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Oprawa: miękka
Rok wydania: 2012
Ilość stron: 488
Ocena: 4.5/6

Ellen Gleeson jak zwykle po powrocie z pracy wyciąga pocztę ze skrzynki na listy. Nie zdaje sobie jeszcze sprawy, że to, co tego dnia znalazło się w korespondencji wywróci jej życie do góry nogami. Między kopertami znajduje się  ulotka ze zdjęciem zaginionego chłopca. I nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że Timothy ze zdjęcia wygląda zupełnie jak adoptowany syn Ellen – Will. Kobieta tłumaczy sobie, że to niemożliwe, przecież adopcja jej synka odbyła się zupełnie legalnie. Jednak dziennikarska ciekawość nie pozwala jej zamieść sprawy pod dywan. Im głębiej zaczyna grzebać w tej sprawie, tym bardziej jest przerażona. Tylko, że od pewnego momentu nie ma już odwrotu, i mimo, że odkryje fakty, o których wolałaby nie wiedzieć, to jednak będzie musiała zmierzyć się z prawdą i podjąć bardzo bolesne dla matki decyzje.

Zawsze, kiedy czytałam książki Jodi Picoult zastanawiałam się,  czy kiedyś trafię na drugą taką autorkę, która tworzy historie jakby pisane przez życie, wzbudzając przy tym tak wiele emocji, że nie sposób się od jej książek oderwać. I oto jest, Lisa Scottoline. Jeśli macie ochotę na  przejmującą opowieść, która porusza i skłania do refleksji, to zdecydowanie powinniście sięgnąć po „Spójrz mi w oczy”. Już po pierwszych stronach czytelnik czuje się zaintrygowany, a po kilkunastu kolejnych wie, że nie będzie w stanie oderwać się od tej książki, dopóki nie dowie się, jaka jest historia chłopca z ulotki. Duży wpływ na taki odbiór powieści ma doskonałe nakreślenie postaci. I to nie tylko głównych bohaterów. Tutaj dopracowany z najdrobniejszymi szczegółami jest każdy, od Ellen, po bohaterki jej artykułu, które pojawiają się przecież tylko na chwilę.  A dzięki pełnokrwistym bohaterom historia wydaje się wręcz z życia wzięta. Doskonale są tutaj przedstawione matki, które straciły dziecko, a przecież wokół tego kręci się cała opowieść. Poznajemy trzy kobiety, dwie z nich już straciły dzieci, trzecia musi podjąć ciężką decyzję, której konsekwencje mogą doprowadzić do tego, że ukochany synek zniknie z jej życia. Wspomniane matki to dwie bohaterki artykułów Ellen i ona sama. Synek jednej został zamordowany, był przypadkową  ofiarą ulicznej strzelaniny. Dzieci drugiej kobiety zostały porwane przez jej męża, kiedy chciała uzyskać całkowitą opiekę nad nimi. Między innymi poprzez rozmowy z tymi kobietami Ellen dojrzewa do zrobienia tego, co słuszne, nawet jeśli dla niej będzie to oznaczało wielkie cierpienie. To niesamowite, jak wiarygodnie udało się autorce przedstawić uczucia targające tymi kobietami.

„Spójrz mi w oczy” to jedna z tych książek, o której myśli się jeszcze długo po zakończeniu lektury. Już samo to jest dla książki świetną rekomendacją. Gwarantuję wam, że czas spędzony przy lekturze nie będzie czasem straconym. Dostajecie prawie pięćset stron niesamowitych emocji, wciągającej fabuły i zwrotów akcji, które do samego końca nie pozwolą przewidzieć, jak to się wszystko skończy. Polecam gorąco!

Książkę otrzymałam od wydawnictwa