Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Piers Anthony. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Piers Anthony. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 23 września 2012

Źródło magii - Piers Anthony

Tytuł oryginału: The Source of Magic
Cykl/Seria: Xanth
Tom: 2
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Oprawa: miękka
Rok wydania: 2012
Ilość stron: 448
Ocena: 4.5/6

Po przygodach w pierwszym tomie „Xanthu”, czas wreszcie wyruszyć w podróż do źródła magii! 
Nasi bohaterowie trochę się uspokoili, Trent został królem, Iris królową, a Bink wiecznie odkłada na później swoje poszukiwania źródła magii. Wygląda na to, że potrzebna mu jakaś mobilizacja. Nagle okazuje się, że nie tylko Bink został zmobilizowany, a ową mobilizacją są kobiety. Bink nie może znieść Cameleon, która nie dość, że jest w fazie mądrej brzyduli, to jeszcze w ostatnim miesiącu ciąży. Chester ma dość tego, że jego żona skupia całą swoją uwagę na ich dziecku, całkowicie zapominając o potrzebach męża. Crombie zaś, mimo swej niechęci do kobiet za bardzo zaprzyjaźnił się z Sabriną. Cóż więc pozostaje trzem mężczyznom, gnębionym przez kobiety? Uciekać jak najdalej oczywiście. Na ratunek przychodzi im Trent, który wysyła ich na królewską misję w poszukiwaniu źródła magii. Po drodze zabierają ze sobą jeszcze Dobrego Czarodzieja, którego umiejętności mogą okazać się bardzo pomocne, oraz golema, który ma tłumaczyć słowa Crombiego, na czas podróży zamienionego w gryfa. Chciałoby się rzec - hej przygodo! Ale jak już można było zauważyć w części pierwszej, w tym świecie nic nie jest proste.

W dalszym ciągu jestem zachwycona wyobraźnią autora, który stworzył w tym magicznym świecie nawet najmniejsze źdźbło trawy i opisał to w niesamowity sposób. Po raz kolejny przemierzamy z Binkiem Xanth i po raz kolejny podziwiamy wszystkie cuda i dziwy tej krainy. Nawet te śmiertelnie niebezpieczne. I śmiertelnie piękne zarazem. Bo kto powiedział, że kłopoty z kobietami kończą się w momencie, kiedy żona została w domu. Nimfy, syrena, gorgona, one wszystkie czekają gdzieś tam, żeby wpędzić naszych bohaterów w wielkie kłopoty ;)
Poza wszystkimi złymi kobietami spotkamy też po raz kolejny sympatycznego demona, którego mieliśmy okazję poznać w części pierwszej, tyle, że tym razem odegra on znacznie większą rolę.
No i jako, że nie tylko kobiety są złem tego świata, to na naszych bohaterów czeka też wiele innych niebezpieczeństw, przy których nawet niezwykły talent Binka będzie musiał się nagimnastykować, żeby wyciągnąć go z opresji.
Było kilka wątków, które wyjątkowo mi się spodobały. Bardzo przypadła mi do gustu gwiezdna iluzja, która została opisana w taki sposób, że nawet w naszej wyobraźni jawi się jak coś pięknego i mimo niebezpieczeństwa, jakie ze sobą niesie, aż chciałoby się to zobaczyć na własne oczy.
Kolejny intrygujący wątek to golem Grundy, który chce się dowiedzieć, czy może stać się prawdziwą istotą, a nie być tylko kupką gliny i sznurka bez uczuć. Podobnym problemem jest sprawa Gorgony – rodzi się dylemat, czy aby na pewno zasługuje ona na śmierć, jeśli nie jest świadoma tego, co dzieje się z mężczyznami po spojrzeniu w jej oczy?
Spodobał mi się też pomysł z nimfą, która podróżuje pod ziemią i umieszcza drogocenne kamienie na właściwym miejscu.
Gdyby się zastanowić, to pewnie wymieniłabym tutaj pół książki, ale to jest właśnie najlepsze w tej serii, magia jest tak fascynująca, że nie sposób się nią nie zachwycić.

Językowo ta część nie różni się za bardzo od poprzedniej, utrzymana jest na tym samym poziomie. Opisy nadal fascynują i niezwykle pobudzają wyobraźnię, a dzięki temu czyta się szybko i płynnie. Jedyne co mnie momentami drażniło, to traktowanie czytelnika jak osoby z postępującą sklerozą i przypominanie na każdym kroku o pewnych kwestiach. Przy każdym kolejnym wspomnieniu o tym, jak piękny jest zad Chestera, moja irytacja wzrastała. Ale to tylko taki drobny mankament, przy całej reszcie mało ważny.

Gorąco polecam, Anthony utrzymuje poziom i serwuje kolejną, pełną przygód i humoru powieść, która będzie świetną rozrywką dla każdego miłośnika fantastyki.



Książkę otrzymałam od wydawnictwa

piątek, 27 kwietnia 2012

Zaklęcie dla Cameleon - Piers Anthony

Tytuł oryginału: A Spell for Chameleon
Cykl/Seria: Xanth
Tom: 1
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Oprawa: miękka
Rok wydania: 2012
Ilość stron: 448
Ocena: 5/6

Xanth – seria do tej pory zupełnie mi nieznana, a to dziwne, bo była już w naszym kraju wydawana. Teraz odświeża nam ją wydawnictwo Nasza Księgarnia i nic, tylko mieć nadzieję, że doczekamy się wydania całej serii, bo naprawdę ma potencjał. Piers Anthony jest uznanym twórcą klasycznej fantasy, był nominowany do wielu nagród literackich, a „Zaklęcie dla Cameleon” zdobyło August Derleth Fantasy Award za powieść roku. Zaintrygowała mnie ta seria, nie wiem dlaczego. Pewnie jak zwykle nie mogłam przejść obojętnie obok książki, w której magia odgrywa główną rolę. I bardzo się cieszę, że nie mogłam przejść obojętnie! Ta książka jest naprawdę warta polecenia.

Xanth – magiczna kraina, gdzie każdy posiada jakiś magiczny talent, albo sam jest magiczny. Trochę to skomplikowane, ale tak to już jest. W życiu każdego mieszkańca Xanthu przychodzi taki moment, kiedy musi zaprezentować swój talent przed królem i całą społecznością. Jeśli tego talentu nie posiada, zostaje skazany na wygnanie do Przyziemia, czyli naszego normalnego, szarego, niemagicznego świata. I to właśnie spotyka głównego bohatera. Bink, który przez swój brak magicznego talentu nie miał łatwego życia, postanawia udać się do Dobrego Czarodzieja, aby ten pomógł mu w odkryciu drzemiącej w nim magii. O ile w ogóle jakaś magia w nim drzemie. Wyrusza więc w długą i niebezpieczną podróż, podczas której dużo nauczy się o sobie, życiu i Xancie. Nie chcę Wam zdradzać za dużo z fabuły, żeby nie odbierać przyjemności z lektury, ale jedno mogę powiedzieć – przygód w tej książce nie zabraknie.

Nie mogę powiedzieć, że książka wciągnęła mnie od pierwszej strony, bo jednak trochę trzeba poczekać, aż akcja się rozkręci, ale powiem Wam, że warto! Na początku poznajemy Binka, jego rodziców, narzeczoną i problemy. Mamy trochę rozmyślań o jego dalszym losie, a przy okazji dowiadujemy się co nieco o świecie, przez który przyjdzie nam wędrować przez najbliższe 450 stron. Nie jest to może porywające, ale, co ważniejsze, nie jest też nudne! Akcja rozkręca się w momencie, kiedy Bink wyrusza w swoją podróż. Od tego momentu dzieje się wiele i z każdą stroną coraz więcej. Smoki, duchy, centaury i cała masa innych stworzeń, które Bink spotka na swojej drodze nie pozwolą nam się nudzić, a jemu dadzą możliwość lepszego poznania swojej krainy. Co ważne, autor nie poszedł na łatwiznę i nie wplótł w fabułę tylko znanych wszystkim stworzeń. Poza tymi, które znamy z legend mamy zatrzęsienie zwierząt, roślin i innych atrakcji, które autor stworzył od początku do końca. Nie tylko wymyślając im nazwę, ale też nadając charakter i magiczne właściwości. Dzięki temu nigdy nie możemy mieć pewności, czy trawa, po której razem z Binkiem stąpamy jest tylko zwykłą trawą. Praktycznie wszystko może nas zaskoczyć, i tak też zazwyczaj się dzieje. Naprawdę wciągnęła mnie ta historia, a Xanth oczarował swoją niezwykłością do tego stopnia, że ciężko mi się było z nim rozstać pod koniec lektury. Na szczęście tylko na jakiś czas, ponieważ już niebawem doczekamy się kolejnej części.

Jeszcze słowo o bohaterach. Bink właściwie wzbudza sympatię, chociaż czasami  trochę irytuje. W niewielkim stopniu naiwnością, a w trochę większym faktem, że jest praktycznie pozbawiony wad. A co ja poradzę, że kryształowi bohaterowie czasami mnie drażnią. Fakt, autor stawia przed nim wiele pokus, on rozważa za i przeciw, ale i tak zawsze pozostaje wierny sobie/swoim przekonaniom/swojej krainie [niepotrzebne skreślić]. Gdyby czasami jednak skusił się na jakiś zły uczynek, wyszłoby mu to na dobre. Za to  bardzo podobała mi się jego dociekliwość i ciekawość świata. Od początku zastanawiał się nad poznaniem istoty magii rządzącej jego światem i każdego najmniejszego szczegółu z tym związanego. Dzięki jego rozważaniom, czytelnik też może dowiedzieć się wielu pasjonujących rzeczy.
A tytułowa Cameleon? Cóż, póki co nie wzbudziła we mnie chyba większych emocji. Oczywiście jest to bardzo barwna postać, ale nie zdążyłam się nią jeszcze zżyć. Może się to zmieni przy okazji kolejnych części.
Mamy też całą gamę postaci, które pojawiają się tylko na chwilę, a przy tym tak wiele sobą wnoszą ! To też mi się bardzo podobało. Nikt tutaj nie pojawia się bez powodu, każdy coś wnosi do historii swoją obecnością.

Pozostaje mi tylko jeszcze raz serdecznie polecić i zachęcić was do lektury! Jeśli początek serii jest tak dobry, to pozostaje nam tylko z niecierpliwością czekać na kolejne. Świetna pozycja dla  miłośników klasycznej fantasy, ale też dla każdego, kto czasem lubi przenieść się do innego świata, pełnego magii i przygód.


                                         Książkę otrzymałam do recenzji od wydawnictwa