Pokazywanie postów oznaczonych etykietą biografia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą biografia. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 19 października 2014

Udawajmy, że to się nie wydarzyło (Przeważnie prawdziwa autobiografia) – Jenny Lawson

Tytuł oryginału: Let's Pretend This Never Happened (A Mostly True Memoir)
Wydawnictwo: Black Publishing
Oprawa: miękka
Rok wydania: 2014
Ilość stron: 352
Ocena: 5/6

Kiedy zobaczyłam tę książkę w zapowiedziach zaciekawiła mnie ogromnie, chociaż nie mogłam dojść do tego czy to biografia, czy fikcja literacka. Po jakimś czasie stwierdziłam jednak, że jednak biografia. Wtedy naszły mnie wątpliwości, że jak to, biografia jakiejś nieznanej nikomu kobiety, czy to będzie ciekawe? I z tego miejsca dziękuję wszystkim siłom, które jednak mnie skłoniły do przeczytania tej książki!

Jeśli ktoś liczy na zwyczajną autobiografię, jakich wiele – zły adres. Zarówno sama biografia, jak i sposób w jaki została napisana są tak niesamowite, że ciężko to opisać. Musicie po prostu to przeczytać.
Jenny Lawson to amerykańska blogerka, urodzona i wychowana w Wall, w Teksasie, która opowiada nam o swoim życiu. I mimo, iż to życie nie było usłane różami, robi to w taki sposób, że nie sposób nie wybuchać co chwilę śmiechem. Z olbrzymim dystansem do siebie i poczuciem humoru podchodzi do swoich problemów psychicznych. Trzeba mieć sporo odwagi, żeby tak po prostu odsłonić przed światem wszystkie złe rzeczy, i zrobić to w tak humorystyczny sposób.
Na przykład momenty, kiedy opisywała taksydermiczne zapędy swojego ojca. Przynoszenie martwych zwierząt do domu było codziennością. W takich chwilach obrzydzenie walczyło u mnie z atakiem śmiechu, i muszę przyznać, że, o dziwo, to drugie zazwyczaj wygrywało. Jenny ma niewątpliwy talent pisarski i robi z niego bardzo dobry użytek. Uczyniła ze swoich słabości siłę i całkiem przy okazji napisała bestseller ;)

Już na początku autorka informuje, że jest to PRZEWAŻNIE prawdziwa autobiografia. Że niektóre rzeczy mogą być podkoloryzowane lub zmyślone. I było wiele takich momentów, kiedy czytałam i myślałam sobie: „Dobra, to na pewno zmyśliła, niemożliwe”, po czym odwracałam stronę, a tam widniało zdjęcie potwierdzające, że historia miała miejsce. Zresztą, po jakimś czasie sami stwierdzicie, że nie ma w życiu Jenny Lawson niemożliwości i wszystko, co Wam opowie przyjmiecie za pewnik.
Pokochałam Jenny, jej zwariowaną rodzinę i wszystkie nieprawdopodobne historie, które się jej przydarzyły. Mam nadzieję, że na tej jednej książce nie poprzestanie, bo ja zdecydowanie chcę więcej!!! Niesamowita, zabawna, momentami obrzydliwa, fascynująca, wywołująca ataki śmiechu, szokująca, po prostu musicie po nią sięgnąć!
http://blackpublishing.pl/

środa, 13 sierpnia 2014

Pani Poe – Lynn Cullen

Tytuł oryginału: Mrs. Poe
Wydawnictwo: Dom Wydawniczy PWN
Oprawa: twarda
Rok wydania: 2014
Ilość stron: 508
Ocena: 5.5/6

Edgar Allan Poe to pisarz, którego każdy miłośnik literatury zna choćby ze słyszenia. Jego postać i twórczość od lat fascynuje mrokiem i tajemniczością. Lynn Cullen zafascynowała do tego stopnia, że postanowiła opowiedzieć nam o Poem z perspektywy jego kochanki, Frances Osgood.
Akcja rozpoczyna się zimą 1845 roku w Nowym Jorku, kiedy to „Kruk” Poego jest na ustach wszystkich. Sam Poe gości na salonach i mimo swego nieprzystępnego sposobu bycia intryguje wszystkich wokół. To właśnie podczas jednego z takich spotkań krzyżują się drogi jego i początkującej poetki Frances. Kobieta, opuszczona przez męża mieszka z dziećmi u przyjaciół. Kiedy brak środków do życia staje się coraz bardziej dokuczliwy, postanawia zbliżyć się do Poego, mając nadzieję, że pomoże jej to w życiu zawodowym. Szybko jednak niewinny flirt między nimi przeradza się w coś dużo poważniejszego. Oboje wiedzą, że jest to miłość zakazana, ale nie potrafią się trzymać od siebie z daleka. Sytuacja zdaje się jeszcze bardziej niezręczna, kiedy żona Edgara zaczyna zabiegać o przyjaźń Frances. Czy naprawdę jest taką kruchą i bezbronną istotką, czy może ma swój ukryty cel w tym, żeby trzymać Frances blisko siebie? Jak przystało na opowieść o Edgarze Allanie Poe, mroku i tajemnicy tu nie zabraknie.

Jest to tak złożona lektura, wywołująca tyle emocji, że nawet nie wiem jak zacząć. Na całą historię patrzymy oczami Frances, porzuconej żony, matki martwiącej się o przyszłość dzieci, zakochanej kobiety i kochanki nie potrafiącej spojrzeć w oczy żonie Edgara. Autorka naprawdę pokazała tu swój ogromny talent. W bardzo żywy sposób pokazała zarówno Nowy Jork tamtych czasów, jak i jego mieszkańców. Przedstawia nam całą śmietankę towarzyską bywającą na salonach, ale pokazuje też, że nie wszystkim wtedy żyło się dostatnio, zabierając nas do ówczesnych slumsów. Bezbłędnie też wchodzi w umysły głównych bohaterów, Frances, Edgar i jego żona Virginia są bohaterami z krwi i kości i mamy możliwość poznania ich naprawdę dogłębnie. Nawet bohaterowie drugoplanowi są tutaj przedstawieni z najdrobniejszymi szczegółami i z niesamowitą dokładnością.  To wszystko sprawia, że czytelnik ma wrażenie, jakby przeniósł się w czasie i siedząc na jednym ze spotkań intelektualistów obserwował bieg wydarzeń.

Powieść wciąga od samego początku, a im dalej, tym wzbudza większe emocje. Ciężko jest się od niej oderwać, bo ciekawość tego, co będzie dalej nie pozwala odłożyć książki na dłuższy czas. Tym sposobem 500 stron mija nam tak szybko, że nawet tego nie zauważamy. Jestem pod ogromnym wrażeniem tej powieści, autorka musiała włożyć w jej napisanie naprawdę wiele pracy, bo, bądź co bądź, jest to w dużej mierze powieść biograficzna, a mnogość postaci historycznych tamtego okresu sprawia, że cała historia staje się jeszcze bardziej wiarygodna. Autorka doskonale wczuła się w sytuację każdego bohatera. Musiała stać się Frances miotającą się między miłością i pożądaniem, a wyrzutami sumienia wobec śmiertelnie chorej żony swojego kochanka. Edgarem rozdartym między troską o chorą żonę a intensywnym uczuciem, którym darzył Frances. Virginią, dziecinną i nieco zagubioną w tym wielkim świecie bogaczy i konwenansów.
Nie sposób nie przeżywać tej historii razem z bohaterami, wciąga nas od pierwszych stron i otacza niesamowitym klimatem, a to sprawia, że niecierpliwie pochłaniamy kolejne strony, żeby dowiedzieć się jak to się skończy.
Mam wrażenie, że trochę chaotycznie mi wyszła ta opinia, ale ciężko było ubrać w słowa wszystkie odczucia towarzyszące lekturze. Dlatego pozostaje mi tylko gorąco polecić i mieć nadzieję, że jednak kogoś zainteresuję tą powieścią ;)

http://www.dwpwn.pl/

piątek, 21 lutego 2014

Czas Motyli – Julia Alvarez

Tytuł oryginału: In The Time of the Butterflies
Cykl/Seria: Seria Kaszmirowa
Wydawnictwo: Black Publishing
Oprawa: miękka
Rok wydania: 2014
Ilość stron: 424
Ocena: 6/6

Kiedy myślicie o Dominikanie, to co Wam przychodzi pierwsze do głowy? Plaże, palmy i przejrzysta woda? Raj na ziemi? Ja od dzisiaj, dzięki Julii Alvarez, najpierw pomyślę o Las Mariposas, czyli siostrach Mirabal, dzięki którym ten kawałek raju stał się wolnym państwem. Alvarez mieszka w Stanach Zjednoczonych, ale jest pochodzenia dominikańskiego. Jej rodzina musiała uciekać do Stanów w sierpniu 1960 roku, po tym jak Trujillo odkrył powiązania jej ojca ze spiskiem mającym obalić dyktatora. Zaledwie kilka miesięcy po ich ucieczce siostry Mirabal zostały zamordowane. Trujillo myślał, że ich śmierć zakończy jego problemy, jednak tak bardzo się mylił. Kiedy wieść o śmierci Motyli obiegła kraj, ludzie dopiero wtedy zebrali się na odwagę, żeby przeciwstawić się dyktatorowi. Tak właśnie siostry stały się bohaterkami narodowymi na Dominikanie, a dzień ich śmierci, 25 listopada, uznany Międzynarodowym Dniem Eliminacji Przemocy Wobec Kobiet.

„Czas Motyli” to zbeletryzowana biografia sióstr Mirabal: Patrii, Minervy, Marii Teresy i Dede. Z czterech sióstr przeżyła tylko ta ostatnia. Dawno nie było mi tak ciężko ubrać odczuć po lekturze w słowa. Kiedy zaczynamy czytać, poznajemy cztery beztroskie dziewczęta, ich dzieciństwo, okres dojrzewania, pierwsze miłości, a potem małżeństwa. Widzimy naprawdę szczęśliwe dziewczyny, które zapragnęły dla siebie i swoich dzieci lepszego życia. A nie było ono możliwe, dopóki Trujillo był u władzy. Dlatego zaczęły z tym walczyć i koniec końców przypłaciły to życiem.
Straszne jest to, że podczas lektury obserwujemy całe ich życie, ale z tyłu głowy ciągle kołacze zakończenie. Bo może to i powieść, ale zakończenie może być tylko jedno i nie możemy sobie robić nadziei, że będzie szczęśliwe.

Julia Alvarez wybrała sobie do opisania bardzo piękną, a zarazem tragiczną historię. Cieszę się, że wydawnictwo Black postanowiło wydawać tak wartościowe powieści. Uważam, że jak najwięcej osób powinno mieć okazję poznania tej historii. Jeśli nie ze względu na samą historię dyktatury na Dominikanie, to przynajmniej ze względu na Motyle. Bo zdecydowanie na to zasługują. Całe życie poświęcały się, żeby ich ukochany kraj był wolny, i w końcu poświęciły to, co najcenniejsze. I mimo, że tego nie doczekały, to osiągnęły swój cel. Po śmierci dziewcząt obywatele poczuli taką wściekłość, że niedługo potem (pół roku po śmierci sióstr) Trujillo został zamordowany. Co prawda droga do wolnego państwa była wtedy jeszcze daleka, ale mimo wszystko dzięki siostrom, został poczyniony pierwszy krok.

Ta książka niesie ze sobą niesamowity ładunek emocjonalny. Przez te 400 stron czytelnik jest w stanie naprawdę mocno zżyć się z siostrami, więc ich śmierć równie mocno na końcu go zaboli. A możecie mi wierzyć, że każdą siostrę poznacie bardzo dobrze, a to za sprawą tego, że autorka każdą z nich uczyniła narratorem. Świat, życie, przepiękna Dominikana, widziane z czterech zupełnie różnych perspektyw, daje czytelnikowi naprawdę niezapomniane wrażenia z lektury. Piękna, napisana wspaniałym językiem opowieść o trudnych wyborach i walce, nie tylko o lepsze jutro, ale też często z samym sobą. Lektura wywołująca burzę emocji i skłaniająca do przemyśleń. Wspaniała, na długo pozostająca nie tylko w głowie, ale i w sercu czytelnika. Polecam gorąco każdemu, bo moim zdaniem każdy powinien po nią sięgnąć.
http://blackpublishing.pl/