Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fantastyczna Fabryka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fantastyczna Fabryka. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 12 czerwca 2014

Pakt złodziejki – Ari Marmell

Tytuł oryginału: Thief's Covenant
Cykl/Seria: Przygoda postrzelonej awanturnicy
Tom: 1
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Oprawa: miękka
Rok wydania: 2014
Ilość stron: 340
Ocena: 4.5/6

Poznajcie Adrienne Sati, Postrzeloną, Madeleine. Trzy twarze i trzy życia jednej, młodziutkiej dziewczyny. Całe dzieciństwo spędziła wychowując się na ulicy i przyuczając do fachu. A że była pojętną uczennicą, to stała się bardzo dobrą złodziejką. Los postawił na jej drodze szlachcica, którego okradła, a potem uratowała mu życie. Ten wziął ją pod opiekę, i tak stała się szlachcianką. Jednak los bywa przewrotny i po jakimś czasie, straciła w powodzi krwi wszystko, co kochała. Podejrzana o morderstwo musi się ukrywać. Jako Postrzelona wraca do świata, w którym się wychowała, żyjąc z kradzieży. Jej życie mogłoby tak w miarę spokojnie upłynąć, ale nagle wszyscy wokoło zaczynają się podejrzanie interesować jej osobą. A Postrzelona, ciekawska z natury, nie potrafi sobie odpuścić i postanawia drążyć temat, mimo niebezpieczeństw, w jakie się pakuje. Na szczęście nie jest sama, ma do pomocy prawie zapomnianego boga, Olguna, który zrobi naprawdę wiele, żeby utrzymać przy życiu swojego ostatniego wyznawcę.

Jeśli chodzi o fabułę, obserwujemy ją z dwóch perspektyw. Jedna to chwila obecna, druga, skok w przeszłość, żeby przybliżyć czytelnikowi wydarzenia, które doprowadziły Postrzeloną do sytuacji, w jakiej znajduje się obecnie. Obie perspektywy są tak samo ciekawe, jednak miałam jakiś problem z wciągnięciem się w tę historię. Nie wiem z czego to wynikło, bo ogólnie powieść odebrałam bardzo pozytywnie, a mimo wszystko jakoś nie potrafiłam tak do końca w nią wsiąknąć.

Bardzo spodobał mi się system religijny, stworzony przez autora. Setki bogów, zrzeszonych Paktem. Każdy ród, ma swojego boga patrona, którego czci, a w zamian owy bóg się rodem opiekuje. Dzięki temu nawet złodzieje działają legalnie, o ile należą do Gildii Znalazców. Jedni drugim nie wchodzą w drogę i jakoś ta cała machina sprawnie funkcjonuje. Dzięki potrójnemu wcieleniu głównej bohaterki, możemy też bardzo dobrze poznać świat przedstawiony. Zarówno ten, w którym królują wystawne przyjęcia i gra pozorów, jak i ten mniej wystawny, ubogi wręcz, czyli najbiedniejsze dzielnice miasta i ludzie, którzy jakoś próbują wiązać koniec z końcem.
Główna bohaterka też potrafi sobie zjednać sympatię czytelnika, ciężko doświadczona przez życie musiała nauczyć się jakoś walczyć o przetrwanie, dzięki temu mamy do czynienia z bohaterką silną zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Może czasem trochę niezrównoważoną, czasem odznaczającą się zbyt ryzykancką postawą, ale zawsze postępując przy tym słusznie. Potrafi też zawsze walczyć o swoje, co jest odrobinę łatwiejsze, jeśli ma się do pomocy własnego, osobistego boga ;)

Akcja jest dosyć wartka, raczej nie pozostawia nam czasu na nudę. Zarówno przeszłość, jak i teraźniejszość obfitują w wydarzenia, które potrafią utrzymać zainteresowane czytelnika na stałym poziomie. Dużą zaletą jest też język i styl autora, które to dla mnie były lekkim zaskoczeniem. Powieści dla młodzieży z reguły charakteryzują się dosyć prostym językiem, a tutaj niespodzianka. Język powieści naprawdę bogaty, co bardzo się chwali.

Podsumowując, naprawdę mi się podobało, dlatego nie wiem skąd wyniknął u mnie ten zgrzyt, że nie mogłam jakoś tak wciągnąć się bez reszty. Ale ogólnie polecam, nie tylko młodzieży, do której powieść jest skierowana. I mam nadzieję, że Fabryka Słów wyda kolejne części przygód Postrzelonej!
http://fabrykaslow.com.pl/

środa, 20 marca 2013

Percepcja – Miroslav Žamboch

Tytuł oryginału: Visio in Extremis
Cykl/Seria: Fantastyczna Fabryka
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Oprawa: miękka
Rok wydania: 2013
Ilość stron: 480
Ocena: 5/6

O Žambochu dużo słyszałam, jednak dopiero teraz, przy okazji wydania u nas „Percepcji” miałam okazję zapoznać się z jego twórczością. W sumie nie wiedziałam, czego się spodziewać, na szczęście autor rozjaśnił mi to już na pierwszych stronach: dużo wampirów, dużo krwi i morze trupów. I ja tego wcale nie uważam za wadę.

Praga przygotowuje się na szczyt G8, z czym wiąże się niemałe zamieszanie. W końcu nie codziennie głowy najbardziej wpływowych państw zbierają się w jednym miejscu. Jednak nie tylko przywódcy świata ludzi planują spotkanie w czeskiej stolicy. Wampir Mathias, który od wieków mieszka w tym mieście, zauważa, że niepokojąca ilość jego pobratymców i ich sług pojawia się na jego terenie. I nie są to podrzędni krwiopijcy; sami Wielcy Mistrzowie wampirzych klanów, z Tizokiem na czele, kręcą się po jego podwórku. I wszyscy chcą go zabić. Albo przynajmniej torturować. Cóż może zrobić taki samotnik, jak Mathias, mając przeciw sobie setki wampirów, a po swojej stronie jedynie starego znajomego, w dodatku człowieka? Najbezpieczniej byłoby wziąć nogi za pas, ale bohater ma odmienne zdanie, mimo iż zdaje się znajdować na straconej pozycji. Jednak niespodziewanie odkrywa w sobie zdolności, o których wcześniej mógł tylko pomarzyć. A więc szable w dłoń (no, w tym przypadku miecze w dłoń) i do dzieła. Gwarantuję, że będzie się działo!

Zapraszam Was do Pragi, jakiej nie znacie. Tutaj zobaczycie ją od tej mrocznej strony: ciemnych uliczek, w które lepiej nie zapuszczać się po zmroku, barów, do których lepiej nie zabłądzić i szemranych interesów. A między tym wszystkim zwykli obywatele, którzy nie zdają sobie sprawy, że wielcy tego świata mają plany, które nikomu nie wyjdą na dobre. Tylko jeden wampir chce się im przeciwstawić i jest bardzo zdeterminowany, żeby powstrzymać tę jakże niebezpieczną machinę, zanim się na dobre rozpędzi.
Pierwsze co rzuca się w oczy w trakcie lektury – zawrotna akcja. I mówiąc zawrotna, naprawdę mam na myśli "pędząca z prędkością światła". Tutaj, drogi czytelniku, nie ma czasu na odpoczynek. Tak to bywa, kiedy za każdym rogiem czyha ktoś, kto chce Cię skrócić o głowę.
Druga rzecz – ilość zgonów na stronę. Nie wiem, czy kiedykolwiek czytałam książkę, w której trup ściele się aż tak gęsto. Nie ukrywam, że na początku byłam w lekkim szoku, ale kiedy już przywykłam do „widoku” krwi i zwłok, czytało mi się  zdecydowanie lepiej. Nie potrzebowałam też zbyt dużo czasu, żeby wciągnąć się w tę historię na dobre. Przypuszczam, że duży wpływ na to miał fakt, iż przez większość czasu razem z Mathiasem błądzimy we mgle i tak naprawdę nie wiemy, o co w tym wszystkim chodzi. A chęć rozwikłania tajemnicy nie pozwala nam się od książki oderwać.
Przyznam też, że naprawdę miło było znowu mieć w ręku książkę, w której wampiry wzbudzają lęk, są żądne krwi, a jedyne o czym myślą, to zaspokojenie własnych pragnień. Od jakiegoś czasu to dość niespotykane zjawisko.
Na uznanie zasługuje też sposób, w jaki autor opisuje sceny walki. Widać, że wie, o czym mówi, a dzięki temu Mathias i jego miecz podczas walki radzą sobie znakomicie, praktycznie stanowią jedność. Naprawdę, bardzo realnie to wszystko wypada. Może dla kogoś taka krwawa jatka bez przerwy to za dużo, ale ja tam jestem pod wrażeniem.

Cóż jeszcze mogę powiedzieć? Polecam, zdecydowanie! Jest to świetna lektura dla każdego miłośnika fantastyki. Nudzić nie będziecie się na pewno, Žamboch zapewnia tyle wrażeń, że może się Wam zakręcić w głowie ;)