Pokazywanie postów oznaczonych etykietą science-fiction. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą science-fiction. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 4 czerwca 2015

Czarne światła: Łzy Mai - Martyna Raduchowska

Cykl/Seria: Czarne światła
Tom: 1
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Oprawa: miękka
Rok wydania: 2015
Ilość stron: 460
Ocena: 4.5/6

Na zapoznanie się z twórczością Martyny Raduchowskiej miałam ochotę już od jakiegoś czasu, a konkretnie odkąd zobaczyłam w zapowiedziach jej poprzednią powieść „Demon luster”. Niestety jakoś się nie złożyło. Ale pojawiła się kolejna okazja, premiera „Łez Mai”. Naszły mnie pewne wątpliwości, kiedy przeczytałam opis i okazało się, że powieści bliżej do SF niż fantasy, ale stwierdziłam, że dam jej szansę. I dzisiaj cieszę się, że to zrobiłam.

Autorka funduje nam małą wycieczkę w przyszłość, mamy rok 2037. Wiele się na świecie zmieniło. Jednak dla nas najważniejsze jest, co zmieniło się w świecie porucznika Jareda Quinna. Po trzech latach od krwawej masakry, w której stracił całą swoją drużynę, Red wraca do pracy w wydziale zabójstw. Tylko, że praca w policji nie wygląda już tak jak to zapamiętał, teraz całą robotę odwalają nowoczesne technologie a policjant może tak na dobą sprawę siedzieć za biurkiem i popijać kawkę, czekając aż system wskaże mu mordercę. Dla gliny ze starej szkoły nie jest łatwo się do  tego przyzwyczaić. Jednak życie potrafi zaskoczyć i oto trafia im się morderstwo, gdzie na miejscu zbrodni coś usmażyło całą nowoczesną technologię. Ku wielkiej i skrywanej radości wydziału, trzeba wrócić do starych metod, a w tym Jared odnajduje się bez problemu. Mimo dziwnych snów, popadania w paranoję i problemami z odnalezieniem się w nowej rzeczywistości, Red zrobi wszystko, żeby doprowadzić tę sprawę do końca.

Gdybym miała w skrócie opisać tę książkę, powiedziałabym, że to klasyczny kryminał osadzony w świecie science fiction. I okazuje się, że taka forma powieści jest naprawdę ciekawa. Mamy tu morderstwa i śledztwo, a do tego jeszcze multum nowoczesnej technologii, androidy, sztuczną inteligencję, chipy ulepszające mózg i całe ciało, latające samochody i wiele innych. Tutaj autorka poradziła sobie znakomicie, bo opisała ten świat od początku od końca, od rzeczy tak spektakularnych jak udoskonalenie mózgu, po najdrobniejsze przedmioty codziennego użytku, a dzięki temu czytelnik ma wrażenie realizmu. I za to należą się naprawdę ogromne brawa, wykreowanie całkiem nowej rzeczywistości to nie dala wyzwanie, a tutaj autorka poradziła sobie śpiewająco.
Świetnie jest też wykreowana postać głównego bohatera, twardy glina, naznaczony traumą, nie mogący pogodzić się z ulepszaczami w swoim ciele, które umieszczono tam bez jego zgody. Przepełniony żądzą zemsty na swojej byłej partnerce, androidzie, która zdradziła i doprowadziła tym do śmierci wielu ludzi.

Nie mogę się też oprzeć wrażeniu, że ta wizja przyszłości, to trochę puszczenie oka w stronę naszej nieustannej pogoni za technologią. I przy okazji pokazanie do czego może nas to doprowadzić. Dzisiaj człowiek pozbawiony swojego smartfona czuje się jakby stracił rękę, a autorka pokazuje nam całkiem nowy poziom uzależnienia od technologii. I jak ludzie bez niej są jak dzieci we mgle.

Cóż mogę rzec, to po prostu dobra książka w swoim gatunku. Świetnie napisana, z bohaterami wykreowanymi na ludzi z krwi i kości, z ciekawą fabułą i zagadką, która trzyma do samego końca w niepewności. Zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie, więc gorąco polecam. I na koniec muszę dodać, że ktoś bardzo tę książkę skrzywdził okładką, więc apeluję, w tym przypadku zdecydowanie nie oceniajcie książki po okładce! ;)
http://fabrykaslow.com.pl/

czwartek, 10 lipca 2014

Buntowniczka – Mike Shepherd


Tytuł oryginału: Mutineer
Cykl/Seria: Kris Longknife
Tom: 1
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Oprawa: miękka
Rok wydania: 2014
Ilość stron: 504
Ocena: 4.5/6

Kiedy decydowałam się na przeczytanie tej książki skusił mnie opis na okładce, jakoś tak poczułam się zaintrygowana tym, co za sobą niesie. Po rozpoczęciu lektury nie byłam już taka pewna, czy było to dobre posunięcie. Na szczęście były to tylko zgrzyty pierwszych kilkunastu stron, potem się rozkręciło i z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że była to bardzo udana lektura.

Kris Longknife jest młodą panią podporucznik, która wstąpiła do marynarki, żeby uwolnić się od rodziny. Jej ojciec jest premierem na odległej planecie, a dziadkowie i pradziadkowie milionerami władającymi tworzonym przez lata imperium. Kris ma dość presji, którą powoduje ciężar tego nazwiska, więc wstępuje do szkoły oficerskiej. Niestety i tam nie ma lekko, bo każdy wie, że dziewczyna jest z TYCH Longknife’ów. Próbując udowodnić sobie i światu, że nazwisko jej nie definiuje, ciągle pakuje się w kłopoty. Ale też wzbudza sympatię i szacunek nie tylko podwładnych, ale i przełożonych. Wszystko się komplikuje, kiedy wyrusza na misję ratowniczą, razem z jej oddziałem mają uwolnić porwaną dla okupu dziewczynkę. Jej oddział cudem wychodzi z tej misji bez szwanku, a po kilku kolejnych zdarzeniach Kris ma uzasadnione podejrzenia, że ktoś chce pozbyć się jej z tego świata.

„Buntowniczka” to naprawdę ciekawe połączenie sensacji i science-fiction. Początkowe trudności mogły być spowodowane faktem, że czytelnik zostaje od razu rzucony w wir wydarzeń i jeszcze nie bardzo wie o co chodzi. Znajdujemy się nagle w przyszłości, w kosmosie, z każdej strony atakowani obco brzmiącymi nazwami i ciężko to początkowo ogarnąć. Ale kiedy się już przyzwyczaimy, robi się bardzo interesująco. Już samo uniwersum jest dosyć ciekawe, akcja dzieje się w przyszłości, ludzie żyją na wielu planetach rozrzuconych po całym wszechświecie, a mieszkańcy Ziemi nie są zbyt lubiani.
Postać głównej bohaterki też zasługuje na uznanie. Młoda, doświadczona przez życie kobieta, która próbuje udowodnić całemu światu, że jest kimś więcej niż panienka z balu debiutantek i na wszystko, co osiągnęła sama ciężko zapracowała.

Koniec końców powieść naprawdę pozytywnie mnie zaskoczyła. Akcja toczy się bardzo szybko, więc nie ma czasu na nudę. Nie ma zbędnego wątku romantycznego i przydługich opisów, jest za to lekki język, więc czyta się błyskawicznie i nawet nie zauważamy, kiedy mija nam te 500 stron. Bardzo udana lektura i świetna rozrywka!
http://fabrykaslow.com.pl/