sobota, 25 czerwca 2011

czwartek, 23 czerwca 2011

Taka sobie ja

Zostałam zaproszona przez Agnes do podzielenia się kilkoma ciekawostkami o sobie ze światem :)

Postaram się Was za długo nie zanudzać :)
Asia, zwana Dżoaną lub Aś. Nie przepadam za swoim imieniem, ale co począć. Rocznik '87.
Jestem niedoszłą panią psycholog, którą kiedyś może jeszcze zostanę, jeśli fundusze mi na to pozwolą. Póki co jestem księgarzem, pracuję sobie w Matrasie i użeram się z klientami. A tak serio - klienci to najlepsza część tej pracy, uwielbiam z nimi rozmawiać, doradzać im i słuchać ich historii, z których czasami można dowiedzieć się naprawdę ciekawych rzeczy. Zdarzają się oczywiście też klienci zabawni, dlatego zastanawiam się czy nie założyć drugiego bloga, na który wrzucałabym scenki z życia księgarza :) Może mi doradzicie? Komuś by się chciało to czytać? :)
Z powodu pracy, a konkretniej z powodu otwierania nowej księgarni nie było mnie tutaj ostatnio za wiele. Niestety byłam codziennie tak zmęczona, że nie byłam w stanie czytać a co dopiero pisać. Teraz mam nadzieję, że się wszystko unormuje i będę miała czas na życie, to blogowe też :)
Mieszkam w najpiękniejszym mieście w Polsce - Wrocławiu. Pokochałam to miasto od pierwszego wejrzenia i nie wyobrażam sobie siebie gdziekolwiek indziej.

Moją pasją są oczywiście książki, ale poza nimi mam ich jeszcze kilka.

Muzyka. Nie wymienię Wam ani ulubionego gatunku ani wykonawcy, bo ciężko wybrać tylko jeden. Słucham szeroko pojętego rocka, reggae, ragga, rapu, industrialu. Kilka ulubionych zespołów: Nine Inch Nails, Oomph!, Jamal, Tool, Creed, Moonspell, Three Days Grace, Pokahontaz, Timbaland, Placebo, Fokus. A to pewnie tylko połowa tego, co bym tu wypisała, gdybym się dłużej zastanowiła.

Ponad to jestem uzależniona od kawy, papierosów i seriali. Niekoniecznie w tej kolejności. Bez kawy nie funkcjonuję i snuję się jak zombie. Papierosy palę, bo lubię, najwięcej w pracy. A seriale to miłe umilenie wieczoru w momencie, kiedy nie mam już siły na coś innego. Najlepsze seriale ever to Six feet under, Twin Peaks, That '70s Show, Allo Allo.
Z emitowanych obecnie to House, Dexter, Desperate Housewives, True Blood, Pretty Little Liars, Merlin, Supernatural, Grey's Anatomy, Camelot, The killing. A to i tak nie wszystkie ;D
I ostatnio ubolewam, że mi zakończyli emisję Life Unexpected i Lie to Me.

And last but not least: Freestyle Motocross
To jest to, co sprawia, że poziom adrenaliny leci mi pod sufit i zostaje tam na dłuższy czas. Są tricki, które oglądam po raz setny i nadal mam szczękę na podłodze z wrażenia. Uwielbiam te kilka sekund, kiedy zawodnik jest 15 m nad ziemią i łamie wszystkie prawa fizyki :) Gdybym miała na to fundusze jeździłabym pewnie na wszystkie zawody, póki co marzy mi się pojechać na Red Bull X-Fighters, w sierpniu tego roku znowu będą w Polsce. Mam nadzieję, że tam będę. Ciężko mi powiedzieć dlaczego akurat taka a nie inna pasja. Zawsze lubiłam motocykle, a w pewnym momencie odkryłam FMX i wiedziałam, że to jest to. Gdyby ktoś nie wiedział co to pokażę może jakiś filmik. Myślę, że ostatni wyczyn mojego ukochanego Travisa Pastrany nadaje się doskonale jako przykład. Jest to podwójne salto w tył, zrobione przez dwie osoby idealnie synchronicznie. Dodam że jest to baaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaardzo trudne :)
http://www.youtube.com/watch?v=eTP5ei3xIfQ

Ale dla Travisa słowo 'trudne' nie istnieje ;] Travis jest moim idolem i w ogóle mistrzem dla mnie. Facet, który ma 199 żyć, z czego dobrą połowę już wykorzystał. A ma dopiero 28 lat. Jest absolutnie najlepszym przykładem na to, że nie ma rzeczy niemożliwych, bo kiedy ma się na coś ochotę to wystarczy pójść i to zrobić. Nie ważne, że się przy tym połamie kilka kości. Bywa. Takim sposobem wyskoczył z samolotu bez spadochronu, w samych bokserkach, z puszką red bulla i tekstem 'mam nadzieję, że to naprawdę działa' ;D Albo skoczył na motocyklu do wielkiego kanionu. O nim mogłabym pisać i pisać, więc może już wystarczy ;D

Cóż by tu jeszcze dodać.
Zawsze mam głowę pełną marzeń, ale nigdy planów. Moje najdalsze plany sięgają jutra, najważniejsze jest to, co tu i teraz. Przecież nie wiem czy jest jakieś jutro. Wychodzę z założenia, że jeśli ma mnie szlag trafić to trafi, jeśli za 20 lat to super, a jeśli jutro to nie ma co marnować czasu na zamartwianie się pierdołami i planowaniem dalekiej przyszłości zamiast zająć się dniem dzisiejszym.
Najbardziej na świecie kocham moją rodzinę w postaci Mamy, Taty, Siostry i Siostrzenicy. Tą ostatnią pewnie rozpieszczam do granic możliwości, ale przecież od tego są ciocie :) No i mojego królika też w sumie kocham :) Nazywa się Bakszisz, jest rasy lew i jest bardzo kochany i wesoły :)
Pozytywnie nastawiona do życia i świata, mimo rozczarowań nadal wierzę w ludzi. Miewam swoje dziwne fazy i ataki głupawki, szczególnie wtedy, kiedy nie powinnam ich mieć :) Ot, taka sobie ja :)
 
Do zabawy zapraszam każdego, kto jeszcze o sobie nie pisał a ma na to ochotę :)

niedziela, 19 czerwca 2011

Czerwona królowa – Philippa Gregory

Tytuł oryginału: The Red Queen
Wydawnictwo: Książnica
Oprawa: miękka
Rok wydania: 2011
Ilość stron: 384
Ocena: 4/6

Nigdy nie lubiłam historii, a co za tym idzie nie lubiłam też powieści historycznych. Dlatego kiedy w moje ręce trafiła „Czerwona królowa” nie byłam jakoś szczególnie pozytywnie do niej nastawiona.  Na szczęście moje nastawienie zmieniało się wraz z każdą kolejną stroną.

Philippa Gregory opowiada nam historię Małgorzaty Beaufort – matki Henryka VII. Poślubiona dużo starszemu mężczyźnie rodzi dziecko w wieku lat czternastu. Po śmierci męża, kiedy krajem targa wojna między domami Lancasterów i Yorków, Małgorzata postanawia, że to jej syn zostanie następnym królem Anglii. Od tego momentu zaczną się jej nieustające spiski i knowania,  dzięki którym Małgorzata będzie mogła zostać Królową Matką.

I muszę przyznać, że autorka ukazuje Małgorzatę jako bardzo interesującą postać. Poznajemy ją kiedy jest jeszcze dzieckiem, a już wtedy jest niezwykle religijna i ma w planach życie w czystości, żeby zostać angielską Joanną D’Arc. Niestety nie jest na pozycji, w której mogłaby sama o sobie decydować, toteż musi wyjść za mąż i urodzić dziecko. Życie rzuca jej pod nogi same przeszkody, jej mąż umiera, ona musi zawrzeć kolejne małżeństwo z rozsądku, a jej syn wychowywany jest z dala od niej. 
Co ciekawe, każdy swój dobry czy zły uczynek tłumaczy tym, że podczas modlitwy Bóg objawił się jej i powiedział, co powinna zrobić. I w ten sposób potrafi wytłumaczyć wszystko, od morderstwa po wojnę.
Tym sposobem Gregory ukazuje matkę króla jako dość despotyczną i nawiedzoną kobietę, która rozgłasza na wszystkie strony, że chce tylko aby krajem władał prawowity następca tronu, że Bóg tak chce, że tak będzie najlepiej.
A tak naprawdę – mimo, że sama przed sobą tego nie przyznaje – chodzi jej tylko o to, żeby zostać Królową Matką, mieć władzę i pieniądze.

Sama historia pewnie by mnie nie zainteresowała, gdyby nie była napisana świetnym stylem pani Gregory. Fakt, że potrzebowałam trochę czasu, żeby się wczuć w klimat tej książki, ale od pierwszej strony powieść jest tak dobrze napisana, że nie sposób się oderwać. Na plus przemawia też wartka akcja. Raz, że od samego początku jesteśmy ciekawi co będzie dalej, a dwa, że ciągle dzieje się tyle, że nie można się nudzić. Ciężko mi stwierdzić, na ile to była prawdziwa historia Małgorzaty, a na ile wymyślona przez autorkę, ale z tego, co wyczytałam w Internecie to jednak wiele rzeczy się zgadza.  Za to czasy i obyczaje są tu opisane z wielką dokładnością, mam wrażenie, że autorka zadbała o najdrobniejszy szczegół, żebyśmy wręcz mogli ujrzeć przed oczami opisywane wydarzenia.

Pozostaje mi tylko polecić książkę wszystkim, nie tylko miłośnikom powieści historycznej. Bo jeśli spodobała się mi, to nie wątpię, że spodoba się też innym niezbyt przekonanym do tego gatunku ;)

Książkę mogłam przeczytać dzięki uprzejmości portalu Sztukater i wydawnictwa Książnica.